Skip to content
Menu

Jak wojna
podzieliła
narodowców

Julia Dauksza, Karolina Szmigin, Mariusz Sepioło, Konrad Szczygieł
Zdjęcie: Filip Blażejowski/FORUM

29 listopada 2022

Prorosyjscy ekstremiści w Krakowie i Wrocławiu, antyputinowcy w Warszawie obok antyukraińskiej grupy posła Brauna – 11 listopada nacjonaliści maszerowali podzieleni jak nigdy.

Czy formuła największego spędu nacjonalistycznej międzynarodówki się wyczerpuje?

– Równać szyk, flagi w górę! – krzyczy zamaskowany narodowiec. Kolumnę na Marszu Niepodległości w Warszawie tworzą członkowie Obozu Narodowo-Radykalnego, stowarzyszenia Trzecia Droga i lokalnych grup, które maszerują pod wspólnymi hasłami. W tym roku w oczy rzucają się banery: „To my nacjonaliści”, „Solidaryzm naszą bronią” i niesiony z boku, ale widoczny: „Kijów-Warszawa, wspólna sprawa”. 

Na tle morza biało-czerwonych flag i zielonych proporców ONR wyróżnia się flaga żółto-niebieska – ukraińska. Trzyma ją, oparta o rower, kobieta. Dlaczego na Marsz Niepodległości przyszła z ukraińską flagą? – Nie wyobrażam sobie, żeby nie pomagać Ukraińcom. To nasz patriotyczny obowiązek – mówi.

Kobieta z ukraińską flagą na Rondzie Dmowskiego. Zdjęcie: Konrad Szczygieł

Nie wszyscy uczestnicy marszu podzielają tę opinię. Konfederacja Korony Polskiej – partia Grzegorza Brauna – gromadzi się pod transparentem „Stop Ukrainizacji Polski”. 11 listopada jednak nikt inny w Warszawie nie wyraża otwarcie niechęci do Ukraińców.

Inaczej jest na wrocławskim Marszu Polaków. Tu obowiązuje kategoryczny zakaz rozwijania „niepolskich” flag. Gdy ktoś intonuje okrzyk „Ukrainiec nie jest moim bratem!”, podłapuje go duża część tłumu.

Tegoroczne święto niepodległości po raz pierwszy tak wyraźnie ukazuje podziały wśród narodowców, które powstały po napaści Rosji na Ukrainę. Część środowisk potępiła politykę Rosji i Putina, atakując tych nacjonalistów, którzy powtarzają kremlowską propagandę. 

Historie warte uwagi.
Zapisz się na nasz Newsletter
żeby żadnej nie przegapić

Powstał też inny podział: na tle personalnym. Narodowcy dzielą się na tych, którym nie przeszkadzają rządowe pieniądze płynące do organizatorów warszawskiego marszu i na tych, którzy oskarżają frontmana marszu, Roberta Bąkiewicza, o chodzenie na pasku władzy. 

Przyglądaliśmy się marszom organizowanym 11 listopada w czterech miastach. W Warszawie, gdzie narodowców – obok polityków Solidarnej Polski i PiS – poprowadził Robert Bąkiewicz; we Wrocławiu, gdzie antyukraiński marsz zorganizował były ksiądz Jacek Międlar; w Krakowie, gdzie na Kopcu Kraka spotkali się prorosyjscy Kamraci; i w Poznaniu, gdzie na ulice wyszły Konfederacja z Ruchem Narodowym.

Starzy znajomi z Węgier, nowi znajomi z Włoch

W tym roku frekwencja warszawskiego marszu była niższa niż w 2021 r. – sami organizatorzy podają, że przez stolicę przeszło ok. 100 tys. osób (o 50 tys. mniej niż rok temu).

Przez ostatnich kilka lat narodowcy w Warszawie tworzyli zwarty blok, maszerowali ramię w ramię. W tym roku każda grupa bawi się osobno. Na czele idzie Młodzież Wszechpolska i Ruch Narodowy – wzywają do zabawy i walą w bębny. Czerwonym, dwupokładowym autobusem jadą politycy partii Korwin. Nieco z tyłu ONR, Trzecia Droga i lokalni narodowcy z tak zwanej Kolumny Nacjonalistycznej.

Robert Bąkiewicz, dotąd twarz i lider Marszu Niepodległości, dokonuje formalnego otwarcia zgromadzenia – i na tym jego rola się kończy. Nie występuje, jak co roku, z płomienną przemową do tłumu. 

Rok wcześniej pochód był dla narodowców z Polski i Europy ważnym wydarzeniem. W tym nie pojawiły się emblematy włoskiej, neofaszystowskiej partii Forza Nuova, która stawiała się niemal na każdym poprzednim marszu. Rok temu Forza Nuova maszerowała na samym czele Kolumny Nacjonalistycznej, ramię w ramię z ONR i węgierskimi szowinistami z HVIM (Ruchu Młodzieży Sześćdziesięciu Czterech Komitatów), założonego przez nacjonalistę Laszlo Toroczkaia.

Lider Forza Nuova, Roberto Fiore, od ponad dekady sympatyzuje z Kremlem i – jak mówi – zwalcza „antyrosyjską nienawiść”. Gdy wiosną 2022 r. okazało się, że Fiore winą za wojnę obarcza Ukraińców i NATO, działacze m.in. Trzeciej Drogi i ONR na łamach portalu Autonom uznali jego słowa za skandaliczne.

W tym roku zamiast Forza Nuova w Warszawie pojawia się delegacja Casa Pound (największy ruch neofaszystowski we Włoszech) oraz młodzieżowej Azione Studentesca (związanej z Fratelli d’Italia, partią obecnej premier Włoch). Grupa studencka jest radykalna. Z polskimi narodowcami poza wrogością wobec imigrantów i osób LGBT łączy ją (przynajmniej w teorii) sympatia dla sprawy Ukrainy.

Ale gdy 4 czerwca na wiecu lider wspomnianego wcześniej węgierskiego HVIM, Gábor Barcs-Turner określił Ukrainę mianem państwa mafijnego i oświadczył, że HVIM pluje na integralność terytorialną Ukrainy, tego samego dnia ONR z ludźmi z HVIM uczcili pamięć pochowanego w Budapeszcie działacza przedwojennego ONR Tadeusza Gluźinskiego.

Laszlo Toroczkai, dawny lider HVIM, który na tym samym wiecu apelował o prawo do samostanowienia dla Węgrów na Zakarpaciu, w tym roku na Twitterze życzył Polsce wspólnej granicy z Węgrami, co spotkało się z ostrą reakcją MSZ Ukrainy. W kwietniowych wyborach Mi Hazank wprowadził do węgierskiego parlamentu sześciu posłów – przy poparciu m.in. Grzegorza Brauna, który osobiście odwiedził kończący kampanię wiec. Braun i Toroczkai okazję wykorzystali do wygłoszenia oświadczenia o tym, że „Żeleński, USA i globalne korporacje wciągają oba kraje (Polskę i Węgry – red.) w wojnę”. O ich relacjach pisaliśmy więcej w raporcie „Propaganda Without Borders: A study of pro Kremlin propaganda among far-right and radical voices in Hungary, Poland, Romania and Serbia”, w ramach projektu Ukraine MONITOR.

Rok temu ważnym tematem przemówień na warszawskim marszu byli uchodźcy. W tym roku hasła antyuchodźcze prawie całkowicie zniknęły. Pojawiły się za to slogany o „solidaryzmie” i „wspólnej sprawie”.

Wspólna sprawa – Europa bez UE i LGBT

Na tym samym marszu od czarno-zielonych barw bloku ONR odcina się baner z dwuramiennym krzyżem – godłem dynastii Jagiellonów, symbolizującym zjednoczenie dawnego obszaru Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Na nim hasło „Twierdza Międzymorze – Imperium z naszej krwi”. Baner niosą działacze Trzeciej Drogi, wraz z kilkunastoma potężnymi flagami. Żadna z nich nie jest przypadkowa (wszystkie muszą być uzgodnione z organizatorem kolumny). W listopadowej szarzyźnie tworzą chaotyczny kolaż: polskie flagi, flagi Niklota i Autonomicznych Nacjonalistów, symbole rasistowskie (krzyż celtycki z hasłem „White Pride World Wide”), zdelegalizowany jako promujący faszyzm rumuński „krzyż Michała Archanioła”, symbole solarne słowiańskich nacjonalistów i tzw. czarne słońce, symbol o rodowodzie nazistowskim.

Trzecia Droga na marszu w Warszawie. Zdjęcie: Komrad Szczygieł

 

Na marszu blok Trzeciej Drogi niesie transparent „Kijów-Warszawa – wspólna sprawa”, z wpisanym krzyżem celtyckim. W tej samej kolumnie widać flagę ukraińskiej Partii Konserwatywnej oraz batalionu Rewanż – formacji ochotników nacjonalistycznych, dowodzonych przez lidera partii, Bohdana Chodakowskiego. 

Założona w grudniu 2021 r. ukraińska Partia Konserwatywna jest na razie partią tylko z nazwy. To nowe wcielenie ruchu Tradycja i Porządek, przed wojną znanego z ataków na ukraińskie organizacje LGBT. Za nimi podąża kolumna białoruskich nacjonalistów ze świeżo utworzonej inicjatywy Рух (Ruch).

Marszowi przygląda się obcokrajowiec. Mówi, że jest francuskim snajperem i przyjechał na marsz do kolegów narodowców. Z chęcią dzieli się naklejką po polsku i ukraińsku z logo Karpackiej Siczy – ekstremistycznego ugrupowania, które ma swoją jednostkę na froncie w Ukrainie. (W 2018 r. Autonomiczni Nacjonaliści zapraszali Karpacką Sicz na marsz – zaproszenie cofnęli po interwencji Bąkiewicza).

Narodowcy z Kolumny Nacjonalistycznej od lat współpracują z narodowcami z Ukrainy, m.in. ze słynnego Pułku Azov – grupy o skrajnie prawicowym rodowodzie. Założony jako batalion ochotniczy w 2014 r., Azov przez lata uchodził za radykalną organizację, jednocześnie antyrosyjską i antyzachodnią. Jak podkreśla Michael Colborne, dziennikarz Bellingcata, w książce „From the Fires of War”, właśnie takim antyzachodnim pomysłem Azova była inicjatywa Międzymorza, wymierzona nie tylko w „zneutralizowanie wpływów rosyjskich, ale również amerykańskich i unijnych”. Jej celem miało być odrodzenie paneuropuejskiej skrajnej prawicy.

W kolejnych latach batalion został wciągnięty do oficjalnych struktur ukraińskiej armii i zderadykalizowany. Radykalni działacze założyli z kolei mało znaną partię Korpus Narodowy, która funkcjonuje na obrzeżach ukraińskiej polityki.

Obecnie Azov jako formacja zbrojna kojarzy się przede wszystkim z obroną Mariupola, a jej dowódcy odżegnują się od nacjonalistycznych korzeni.

Krucjata przeciw piątej kolumnie

Kiedy 24 lutego na Ukrainę spadły pierwsze rakiety, w środowisku ONR, Trzeciej Drogi i lokalnych grup bliskich Kolumnie Nacjonalistycznej pojawiły się głosy, że trzeba potępić rosyjski imperializm, a „ruskie onuce” – jak nazywani są zwolennicy Putina – napiętnować. Niektórzy działacze związani z „nacjonalistyczną kolumną” pojechali na Ukrainę z pomocą humanitarną dla cywilów i wsparciem dla żołnierzy. Część narodowców zwalcza niedawnych kolegów z organizacji, które urządzają w Polsce antyukraińskie wystąpienia. 

„Ruskie onuce” w ruchach nacjonalistycznych i panslawistycznych to nic nowego. Gdy w 2014 r. Rosja anektowała Krym, w Polsce wspierali ją ludzie z Obozu Wielkiej Polski, Falangi, prorosyjskiej Myśli Polskiej czy partii Zmiana. W tych samych kręgach debiutowała Katarzyna Sokołowska z fundacji Wołyń Pamiętamy, dziś jedna z organizatorek antyukraińskiego Marszu Polaków we Wrocławiu. Część prorosyjskich ruchów była opłacana z rosyjskich pieniędzy. Nowe jest oburzenie części narodowców na jawne wspieranie Rosji i Putina.

Wiosną 2022 r. na drzwiach mieszkania Krystiana Jachacego, narodowca i lidera prorosyjskiej Pracy Polskiej, grupa mężczyzn maluje napis „Praca Polska to ruska kurwa”. Na początku kwietnia Jachacy twierdzi, że został zaatakowany na ulicy, gdy przyjechał do Łodzi promować swoją książkę. Kamil Klimczak, prezes klubu, w którym odbywa się wydarzenie, miesiąc wcześniej również – jak sam opowiada na jednym ze swoich filmików – zostaje pobity na ulicy. Klimczak to publicysta prorosyjskich mediów eMisja.tv i Chrobrego Szlaku. 

Transparent Stop Ukrainizacji Polski na Marszu w Warszawie. Zdjęcie: Konrad Szczygieł

W tym roku zwolenników Rosji na warszawskim Marszu Niepodległości można szukać ze świecą. Wyróżnia się tylko reprezentacja Konfederacji Korony Polskiej, kierowana przez posła Grzegorza Brauna, z banerem „Stop ukrainizacji Polski”. W naszych raportach w ramach projektu Ukraine Monitor ujawniliśmy, w jaki sposób ta kampania wpisuje się w cele rosyjskiej propagandy. Maszerując Alejami Jerozolimskimi ludzie Brauna skandują „Wołyń, Wołyń, pamiętamy!”.

Wrocław: prowokatorzy są wśród nas

Z założenia antyunijne i antyukraińskie są marsze organizowane we Wrocławiu przez Jacka Międlara, byłego księdza i wydawcę portalu wprawo.pl. Od czasu, gdy 12 lat temu zainicjowało je Narodowe Odrodzenie Polski, wrocławski pochód to coraz bardziej radykalna alternatywa dla zaprzyjaźnionego z władzą marszu Bąkiewicza. To na Dolny Śląsk przyjeżdżała Forza Nuova, jeszcze zanim trafiła na największy marsz w Warszawie. 

W tym roku Marsz Polaków odbywa się pod hasłem „Polak w Polsce gospodarzem”. – Bardzo proszę, nagrywajcie prowokatorów, wiemy, że na pewno będą chcieli rozwiązać ten marsz, proszę nie odpalać żadnych rac, ten marsz musi przejść do końca! – apeluje do tłumu Robert Piskorski-Słowikowski, współpracownik Międlara.

Międlar to wielki nieobecny imprezy – policja zatrzymuje go w drodze do Wrocławia jako „osobę stwarzającą w sposób oczywisty bezpośrednie zagrożenie dla życia lub zdrowia ludzkiego, a także dla mienia”. Demonstracje Międlara w poprzednich latach rozwiązywane były z powodu głoszenia ksenofobicznych haseł i łamania przepisów przez uczestników. W tym roku ex-księdza nie ma, ale hasła się nie zmieniają – od „Bóg, Honor i Ojczyzna” po „Znajdzie się kij na banderowski ryj”.

Marsz we Wrocławiu. Zdjęcie: DarSzach / Shutterstock

Do Wrocławia ściągają grupy stworzone na fali protestów antyszczepionkowych, m.in. ze stowarzyszenia Pancerni Poznań. Z dużym transparentem  „Tu jest Polska, a nie Ukropolin. Zdrady Polski nie wybaczamy. Dość ukrainizacji polskich miast i polskich urzędów” idą też aktywiści związani z grupkami Wolni Zjednoczeni, Zachodnia Wataha i z internetowym medium MiR.tv. Nad tłumem widać pojedyncze flagi z logotypem Kamratów.

Obecna jest także grupa z flagami Obozu Wielkiej Polski. Jego związki z Kremlem w 2017 r. wykazało śledztwo Informnapalm, oparte na ustaleniach ukraińskich hakerów z grup CyberHunta i Cyber Alliance, którzy ujawnili maile ze skrzynki Aleksandra Usowskiego, Białorusina i prorosyjskiego propagandysty. W korespondencji znalazły się dowody na to, że za jego pośrednictwem Kreml finansuje antyukraińskie akcje organizowane przez radykałów ze Słowacji, Czech, Węgier i Polski (w tym właśnie OWP).

Wrocławski pochód to coraz bardziej radykalna alternatywa dla zaprzyjaźnionego z władzą warszawskiego marszu Roberta Bąkiewicza

Na samym końcu wrocławskiego marszu widać samotnego mężczyznę z flagą Narodowego Frontu Polski – to z kolei inicjatywa założona przez prorosyjskich narodowców, obecnie związanych z Klubem im. Romana Dmowskiego. W tłumie widać Piotra Szlachtowicza z wRealu24, Piotra Korczarowskiego z eMisja.tv, Jowitę Kowszyn-Sumarę z Rebel24 – to niszowe media, które od początku wojny Rosji z Ukrainą sączą antyukraiński przekaz.

Wrocławski marsz przechodzi bez większych incydentów. Dopiero na koniec jego liderom puszczają emocje. Katarzyna Sokołowska z fundacji Wołyń Pamiętamy mówi o ukrainizacji Polski, która postępuje w ekspresowym tempie. Piotr Korczarowski z eMisjaTV, że zamiast wmawianej przez władzę fali covidu mamy „potop ukraiński”.

Niedługo po zakończeniu marszu Jacek Międlar zostaje wypuszczony z aresztu.

Kraków: Ksenofobia przy grillu

Wiec Kamratów w Krakowie też jest wrogi wobec Ukraińców. Kamraci to ruch skupiony wokół Wojciecha Olszańskiego, radykalnego, prokremlowskiego nacjonalisty, oskarżonego o szerzenie mowy nienawiści i skazanego na 6 miesięcy więzienia za nawoływanie do popełnienia przestępstwa. Kamraci, tak jak ich lider, pokazują się publicznie w strojach przypominających mundury, z naszywkami „Śmierć wrogom ojczyzny”. W czasie pandemii wchodzili do sanepidów i domów dziecka, atakowali personel – jak przekonywali, w proteście przeciw szczepieniu dzieci. O Olszańskim, byłym aktorze i radykalnym nacjonaliście, pisaliśmy w ramach projektu indEX.

Skazanego na 6 miesięcy Wojciecha Olszańskiego zastępował w Krakowie Marcin Osadowski. Zdjęcie: Mariusz Sepioło

Na Kopcu Krakusa, gdzie 11 listopada zwołują się Kamraci, Olszańskiego zastępuje Marcin Osadowski. To jego współpracownik i partner w wulgarnych streamach w internecie. Osadowski wywodzi się ze szczecińskiego środowiska skupionego wokół Janusza Korwin-Mikkego, przez jakiś czas był nawet jego asystentem. Zanim połączył siły z Olszańskim, zajmował się głównie realizacją nagrań wideo i transmisją z wydarzeń sportowych. 

W Krakowie widać, że Osadowski nie ma ambicji by wchodzić w rolę Olszańskiego. Już w pierwszych słowach ze sceny przypomina o zatrzymaniu i skazaniu szefa ruchu. Co kilka zdań, niczym refren, podaje hasło: „Wojciech Olszański? Obecny!”. Na scenie rozwieszony jest portret Olszańskiego, z monitora puszczane są wulgarne filmiki z Olszańskim, Osadowski co kilka zdań wtrąca anegdoty o przyjacielu: „Jak powiedziałby Wojtek…”

Na Kopcu atmosfera nie przypomina tej z Wrocławia czy Warszawy. Kamraci skupieni w małych grupkach odpalają grille, pieką kiełbaski, ukradkiem nalewają alkohol do plastikowych kubków. Kamratki w wieku emerytalnym rozkładają turystyczne krzesełka, a na ziemi tacki z ciastem. Tak spędzą całe popołudnie. Część z nich robi sobie zdjęcia z czołowym antyszczepionkowcem, Markiem Majchrem, ps. Czujny. Jego obecność nie jest przypadkowa – to na antyszczepionkowych protestach zawiązywały się znajomości ludzi, którzy dzisiaj orbitują wokół antysemity, ksenofoba i antyszczepionkowca Olszańskiego.
Od kiedy temat pandemii, obostrzeń i szczepionek zszedł na drugi plan, Kamraci spotykają się rzadziej.

Pozdrowienia od braci Rosjan

Na scenę wychodzą kolejno przedstawiciele Kamratów z poszczególnych miast. Każdy ma do opowiedzenia jakąś historię. Lekarz mówi o rzekomej szkodliwości szczepień, nauczycielka o kulejącym systemie edukacji. Ale morał zawsze jest jeden: państwo zabiera wolność, próbuje zakuć w kajdany. Dlatego – nawołuje Kamrat z Bydgoszczy, z zawodu lekarz – trzeba rewolucji, obalenia systemu. Chwilę później tłum skanduje: „Śmierć wrogom ojczyzny!”. 

Wrogów ojczyzny jest sporo. Od uchodźców „z krainy na U” (jak dowcipkuje jeden z Kamratów) po „chazarów” (w żargonie Kamratów pogardliwe określenie Żydów). Tuż pod sceną przed kilka godzin mężczyzna trzyma baner z antysemickim hasłem: „Koszer łapska precz od Kamratów”. Pojawia się też zwyczajowe hasło „Polska dla Polaków”. 

Na wiecu Kamratów w Krakowie pojawiły się antysemickie hasła. Zdjęcie: Mariusz Sepioło

Tuż pod szczytem Kopca ktoś rozkłada baner: „Wołyń ‘43. Ukraińskie zbrodnie na Polakach”. W rozmowach w tłumie te same akcenty: Polskę zalewa fala Ukraińców – nie przestrzegają prawa, zabierają pracę i przestrzeń do życia. W pewnym momencie w grupie Kamratów widać poruszenie: ktoś zauważył niebiesko-żółtą flagę. Szybko się wyjaśnia, że to Kamraci z Górnego Śląska, którego barwy to właśnie niebieski i żółty.

Charakter zgromadzenia jest jasny: swoje stoisko ma tu Rafał Mossakowski, prorosyjski narodowiec i youtuber. Na Kopcu Krakusa można u niego kupić m.in. książkę Aleksandra Dugina, czołowego kremlowskiego ideologa. Własny namiot ma Eugeniusz Sendecki, lekarz i nacjonalista, twórca Telewizji Narodowej, gorący zwolennik polityki Putina, autor antysemickich wypowiedzi. Pojawia się też opisywany przez nas Nabil Malazi, Syryjczyk mieszkający w Polsce, antysemita – nagrywa relacje wideo.

Gwoździem programu na Kopcu jest występ gwiazdy antyszczepionkowców: Ivana Komarenki. Rosjanin opowiada, że właśnie wrócił z Rosji i przekazuje Kamratom pozdrowienia od Rosjan – braci Słowian i chrześcijan.

Poznań: Homofobia pod krzyżem

W Poznaniu swój marsz – w kontrze do wszystkich innych – organizuje Konfederacja i należący do niej Ruch Narodowy. Wydarzenie odbywa się pod hasłem „Łączy nas Polska”.

Race zostaną odpalone dwa razy, wybuchnie tylko kilka petard. Kilka razy ze strony kibiców Lecha będzie słychać okrzyki: „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Zakaz pedałowania” czy „Nie dla gender”, ale tłum ich nie podchwyci. Nie widać zagranicznych flag ani symboli nacjonalistycznych ugrupowań. Widoczni są za to kibice z organizacji Wiara Poznania. Nad marszem idącym przez centrum miasta góruje krzyż.

Uczetsnicy poznańskiego Marszu Niepodległości. Zdjęcie: Marek Lapis / Forum

Poznań idzie zachowawczo: z głośników puszczana jest opowieść o historii miasta, raz słychać nawet dziecięcą patriotyczną piosenkę o Polsce. Maszerujący śpiewają Rotę. Organizatorzy proszą, by nie deptać trawy i zachęcają do kupowania marcińskich rogali od lokalnych przedsiębiorców. Napięcie pojawia się tylko raz: w momencie konfrontacji narodowców z kilkoma aktywistami ruchu antyfaszystowskiego z tęczową flagą.

W rolach głównych: polityka

Narodowców dzieli coraz więcej, ale łączy jedno: sprzeciw wobec Roberta Bąkiewicza, organizatora największego marszu niepodległości.

Następnego dnia po marszu działacze Ruchu Narodowego otwarcie mówią w Radiu Zet, że był to ostatni marsz z Bąkiewiczem w roli lidera. Od polityki Bąkiewicza odcina się też  Adrian Kaczmarkiewicz, lider ONR.

Bąkiewicz wie, że musi uważać z autopromocją. Jego pozycja wyraźnie osłabła. Podkopały ją przede wszystkim milionowe dotacje od rządu na stowarzyszenia, którym szefuje. Ale nie tylko. Zimą 2021 r. ujawniliśmy, że prawdziwe oblicze Bąkiewicza różni się od tego, które kreuje w swoich mediach. Mimo deklaracji o przywiązaniu do tradycji katolickich i rodzinnych, Bąkiewicz jest po rozwodzie z żoną, z którą żyje w związku do dziś. I choć obraca milionami z publicznych dotacji, to karierę narodowca zaczynał jako bankrut, który przed sądem upadłościowym przyznał się do 7-milionowego długu.

Dawnym kompanom – w tym m.in. Witoldowi Tumanowiczowi, związanemu z Ruchem Narodowym, do niedawna bliskiemu koledze Bąkiewicza – nie podobają się metody, jakimi Bąkiewicz zarządza organizacją. Tumanowicz skrytykował je w reportażu Czarno na Białym w TVN24.

Skąd tak nagły zwrot akcji? Ruch Narodowy, wywodzący się z marszu niepodległości, szykuje się do wyborów parlamentarnych. Grupa działaczy i sympatyków, którą zbudował wokół siebie Bąkiewicz, to dla polityków łakomy kąsek. W Warszawie wokół marszu toczy się gra o to, kto zagospodaruje skrajnie prawicowy elektorat.

Politycy Solidarnej Polski na Marszu w Warszawie. Zdjęcie: Konrad Szczygieł

To nie przypadek, że tuż za czołem marszu ze swoim transparentem idą politycy Solidarnej Polski, m.in. Zbigniew Ziobro, Janusz Kowalski, Anna Maria Siarkowska, Jacek Ozdoba i Patryk Jaki. W ostatnim czasie ścigają się z narodowcami na radykalny, antyeuropejski przekaz. Jeszcze rok temu Kowalski i Siarkowska tylko wspierali Bąkiewicza z głównej sceny – w tym roku próbują odegrać w marszu pierwszoplanowe role.

Obok Solidarnej Polski, w Warszawie pojawia się też Antoni Macierewicz. Swoją obecność wyraźnie zaznaczają Konfederacja, Ruch Narodowy, partia Korwin i Konfederacja Korony Polskiej – partyjka Grzegorza Brauna. Choć pod względem poglądów bliżej mu do Międlara lub Kamratów, poseł od hasła o ukrainizacji Polski pojawi się w Warszawie. Tu oczu, uszu i kamer telewizyjnych jest najwięcej. 

Grzegorz Braun, Kamraci, a także część Ruchu Narodowego, swój polityczny kapitał próbują zbijać na antyukraińskiej niszy, opartej o antyimigranckie i historyczne resentymenty. Jednak według sondaży, poparcie Polaków dla Ukrainy jest stałe i niemal jednogłośne.

Według badania Pew Research, 94 proc. Polaków postrzega Rosję jako główne zagrożenie, a pozytywne postawy wobec Rosji wśród zwolenników prawicy zmalały po inwazji na Ukrainę.

Jak wynika z badania GLOBSEC Trends 2022 ponad 74 proc. Polaków popiera blokowanie prokremlowskiej propagandy a także tych, którzy dystrybuują dezinformację na temat wojny w Ukrainie. 

Współpraca: Jakub Woroncow

Julia Dauksza

Dziennikarka FRONTSTORY.PL. Researcherka OSINT z doświadczeniem w międzynarodowych projektach śledczych OCCRP i VSquare. Współpracowała z organizacjami pozarządowymi (m.in. Otwarte Klatki).

Mariusz Sepioło

Dziennikarz FRONTSTORY.PL. Publikował reportaże i wywiady m.in. w „Tygodniku Powszechnym” i „Polityce”. Autor kilku książek reporterskich: „Klerycy”, „Himalaistki”, „Ludzie i gady”.
Konrad Szczygieł

Konrad Szczygieł

Dziennikarz FRONTSTORY.PL, wcześniej w zespołach śledczych (OKO.press, Superwizjer TVN). Uczestnik międzynarodowych projektów śledczych Fundacji Reporterów.

CZYTAJ WIĘCEJ