Skip to content
Menu

Palantir: z każdej strony stołu

Anna Gielewska (FRONTSTORY.PL),
Daniel Flis (FRONTSTORY.PL),
Alicja Pawłowska (FRONTSTORY.PL)

Współpraca: Michał Żyłowski, Daryna Zakharchenko

Ilustracja: Rosa Snijders / Follow The Money

15 października 2026

  • Co najmniej jedenaście krajów europejskich korzysta z oprogramowania Palantira – wynika ze śledztwa Follow The Money i partnerów
  • Kontrowersyjna amerykańska firma technologiczna odgrywa dzięki temu kluczową rolę w infrastrukturze bezpieczeństwa UE. Według ekspertów to zależność problematyczna i niebezpieczna
  • Ludzie polskiego Palantira na spotkaniu w Nowym Jorku z prezydentem Nawrockim twierdzili, że kluczowy kontrakt z MON mogą podpisać już w ciągu kilku tygodni
  • Jaką rolę w ekspansji firmy odgrywa Bolesław Piasecki, łącznik pomiędzy Palantirem, obozem prezydenckim i Konfederacją? Dlaczego „jego” poseł zbiera wrażliwe dane dotyczące bezpieczeństwa samorządów?

Firma Palantir, która buduje w Stanach potęgę Trumpa i polityki MAGA, a w Polsce zatrudnia człowieka Antoniego Macierewicza – sprzedaje rządowi Tuska drogi system, budzący w Europie spore wątpliwości. W tle batalii o rządowy kontrakt i zaawansowane technologie, poseł Konfederacji, któremu doradza człowiek Palantira, ściąga z polskich gmin wrażliwe dane dotyczące bezpieczeństwa.

Te pozornie niezwiązane ze sobą historie łączy pytanie o to, kto w Polsce będzie mieć kontrolę nad kluczowymi danymi dla bezpieczeństwa państwa.

Wierzymy, że dziennikarstwo śledcze to dobro publiczne.
Zostań naszym patronem, wesprzyj nas na Patronite.

Wspieraj Autora na Patronite

Dziennikarze z osiemnastu krajów w śledztwie koordynowanym przez Follow the Money przeanalizowali współpracę rządów z Palantirem. Badanie objęło państwa Unii Europejskiej, Wielką Brytanię i Izrael. Partnerzy: De Tijd (Belgia), Børsen (Dania), Der Standard (Austria), Republik (Szwajcaria), WAV Recherchekollektiv (Szwajcaria), Morgenbladet (Norwegia), The Nerve (Wielka Brytania), El País (Hiszpania), Netzpolitik.org (Niemcy), Il Domani (Włochy), Dagens ETC (Szwecja), Siena (Litwa), Haaretz (Izrael), Télérama (Francja), Helsingin Sanomat (Finlandia), Delfi Meedia (Estonia), Inside Story (Grecja) oraz Frontstory.pl (Polska).

Poseł pyta o szkolenia ABW

Jest lipcowe przedpołudnie, termometr za oknem urzędu gminy w Mońkach pokazuje ponad trzydzieści stopni. W komputerach rośnie stos zwykłej, wakacyjnej korespondencji: wnioski, pisma, zaproszenie na dożynki. Między nimi mejl z informacją o „interwencji poselskiej”. Nadawca to poseł Krzysztof Tuduj, członek sejmowej komisji do spraw służb specjalnych. Na czym polega interwencja? To szczegółowa ankieta, czterdzieści pytań: czy w gminie są ujęcia wody, mosty i stacje transformatorowe? Jak często urząd kontaktuje się ze służbami i czy pracownicy byli szkoleni przez ABW? Jaki ma zapas paliwa? Co zrobi gmina w razie ataku rakietowego, dywersji, sabotażu?

Mońki leżą przy linii kolejowej na Białoruś, takie pytania nie brzmią tu abstrakcyjnie. Poseł z Warszawy pyta, więc urzędnicy nie zastanawiają się długo. Urząd Gminy starannie wypełnia kwestionariusz i odsyła zgodnie z instrukcją – na skrzynkę biura poselskiego posła Tuduja.

Ministerstwo: coś tu śmierdzi

Spytaliśmy o ankietę ponad osiemdziesiąt samorządów. Część z terenów eksponowanych na sabotaż i działania hybrydowe, część wybranych losowo. Ponad 30 z zapytanych przez nas gmin, podobnie jak Mońki, spełniło prośbę posła.

Ale u niektórych samorządowców prośba wzbudza podejrzliwość: część gmin odpowiada tylko na niektóre pytania, inne zaczynają pytać wojewodów i służby – o co tu chodzi? Czy można udostępniać tak wrażliwe dane, związane z obronnością i infrastrukturą krytyczną?

Fragment ankiety posła Krzysztofa Tuduja
Fragment ankiety posła Krzysztofa Tuduja

Gmina Kęty w Małopolsce uznaje, że zestawienie może trafić w niepowołane ręce: „(…) Zestawienie bardzo szczegółowych pytań spowodowało wątpliwości co do faktycznego interesu publicznego oraz obaw o wykorzystanie takiego zestawienia przez nieuprawnione osoby. (…) W związku z powyższym, kwestionariusz został wypełniony jedynie częściowo, odpowiadając na pytania nie budzące zastrzeżeń”.

Szum wokół ankiety posła Tuduja dociera późnym latem do MSWiA. Resort alarmuje samorządy: „Przedmiotowe zapytanie nie wypełnia cech żadnego z narzędzi przyznanych posłom na Sejm RP w ramach wykonywania zadań kontrolnych”. I jeszcze: „W kwestiach dotyczących liczby poświadczeń bezpieczeństwa kadr, szczegółowych scenariuszy zagrożeń, procedur ciągłości działania urzędu czy cyberbezpieczeństwa należy zastosować wyłącznie ogólne formuły opisowe”.

Sęk w tym, że MSWiA poleca blokować Tuduja 2 września, tymczasem wiele gmin odpisało mu od razu, jeszcze latem, zanim ministerstwo wydało wytyczne.

Co ciekawe, wrażliwe dane samorządy musiały przesyłać nie na skrzynkę sejmową posła, ale na adres jego biura poselskiego. Tymczasem ani skrzynki biur poselskich, ani sejmowe, nie mają certyfikatów ABW do przetwarzania i bezpiecznego magazynowania informacji o tak wysokim priorytecie dla bezpieczeństwa.

Ankieta posła Tuduja wysłana do gmin

Pokazujemy ankietę Tuduja naszemu rozmówcy z kręgu służb. Łapie się za głowę: – Takie dane powinny mieć klauzulę co najmniej tajne. Nie ma mowy, żeby mogły krążyć gdzieś poza obiegiem, na jakiejś skrzynce mejlowej biura poselskiego. Ale przede wszystkim – po co mu w ogóle takie informacje?

Krzysztof Tuduj zapewnia, że z troski o samorządy: – To jest bardzo ważne, żeby samorząd miał jak najwyższą odporność. Chodziło o sprawdzenie, jak wygląda nakładanie ustawowych obowiązków na samorządy bez przeznaczania środków finansowych na te cele. Natomiast jest też cel związany z tym, że chcemy jako formacja wzmacniać polskie bezpieczeństwo i mieć mocno przemyślane punkty, w których realnie to trzeba zrobić.

Konfederata twierdzi, że jego poselska skrzynka jest zabezpieczona bardzo dobrze. Jak i przez kogo? Nie zdradzi.

Poseł, prezydent i Palantir

Z posłem Konfederacji spotykamy się w Sejmie. Dzień wcześniej próba spotkania się nie powiodła, bo Tuduj ulotnił się po cichu z posiedzenia komisji obrony. Pojechał prosto do prezydenta Nawrockiego. Czy chodziło o ważne kwestie odporności? O bezpieczeństwo Polski? Nie, tym razem brał udział, jak sam mówi, w „międzynarodowym spotkaniu modlitewnym”.

Tuduj jest w kancelarii częstym gościem, nasi rozmówcy z otoczenia prezydenta widują go nie tylko na modlitwach, ale i na nieformalnych naradach u Nawrockiego w gronie polityków prawicy. Jest jednym z raptem kilku polityków – obok Michała Dworczyka i Mariusza Błaszczaka – których wybrano do 30-osobowej, prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa i Obronności. Jej szefem jest Sławomir Cenckiewicz, większość ekspertów to ludzie związani ze środowiskiem Cenckiewicza i Antoniego Macierewicza.

Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa i Obronności, fot. Przemysław Keler/KPRP
Posiedzenie Rady Bezpieczeństwa i Obronności, fot. Przemysław Keler/KPRP

Tuduj to narodowiec z krwi i kości. Najpierw był wyborcą PiS-u, ale dotarło do niego, że w sprawach katolickich i narodowych PiS więcej mówi, niż robi. Był związany z Odnową w Duchu Świętym. Studiował prawo, pracował w SKOK-u, w windykacji, w kancelarii adwokackiej. Organizował wrocławski Marsz Rodzin, produkował teledyski z antyaborcyjnym rapem. Tu próbka jego twórczości:

Czołem, jestem Tuduj
I choć mówią mi nie cuduj
To nawinę nie bez trudu
Nie żądajcie wielkich cudów

W Warszawie skończył podyplomowe studia „Służby Specjalne” na Akademii Sztuki Wojennej – i dopiero w stolicy jego kariera ruszyła z kopyta. Kierownikiem studium podyplomowego był wtedy Bolesław Piasecki, mentor i wykładowca Tuduja, dziś ważna postać w prezydenckiej Radzie – i dobry znajomy posła (więcej o nim za chwilę).

Piasecki jako naukowiec specjalizuje się w kontrwywiadzie. Zawodowo pracuje dla potężnej, amerykańskiej firmy technologicznej Palantir, która właśnie negocjuje z MON olbrzymi kontrakt na MAVEN – technologię do zarządzania polem walki.

Pytamy posła Tuduja o posiedzenia Rady Bezpieczeństwa i Obronności. Okazuje się, że i tam spotyka swojego mentora Piaseckiego. A mentor nie ogranicza się jedynie do reprezentowania biznesu Palantira: – Na jednym z ostatnich posiedzeń wysłuchaliśmy prezentacji pomysłu na reformę służb specjalnych autorstwa doktora Bolesława Piaseckiego – ujawnia poseł.

Tuduja i Piaseckiego łączą nie tylko wspomnienia z uczelni i prezydencka Rada. W 2024 r. Tuduj, który zasiada w komisji ds. specsłużb, zgłasza Piaseckiego – człowieka Palantira – na stałego doradcę komisji z ramienia Konfederacji. O kontrowersjach z tym związanych pisał TVN24.pl.

To oznacza, że jako doradca przedstawiciel zagranicznej firmy zbrojeniowej Piasecki bierze udział w posiedzeniach speckomisji, opiniuje dokumenty, sporządza ekspertyzy. Czy konsultował ankietę zbierającą wrażliwe dane z polskich gmin? Poseł Tuduj zaprzecza: – Z nikim jej nie konsultowałem, podobne wysyłki robiłem już w poprzednich latach. Piasecki nawet o niej nie wiedział.

Piaseckiemu nie przeszkadza aktywność sejmowego i prezydenckiego doradcy i praca dla Palantira: – Mój udział w Komisji i Radzie jest transparentny. Przed powołaniem w gremia, o których pani mówi, za każdym razem prezentowana była moja pełna historia zawodowa. Nic mi nie wiadomo, aby budziła wątpliwości. Gdyby tematyka posiedzeń tworzyła potencjalny konflikt interesów, proaktywnie wyłączyłbym się z obrad. Do tej pory nie było takiej konieczności – zapewnia. Ankiety posła Tuduja nie konsultował.

Bolesław Piasecki, fot. Piotr Życieński IPN
Bolesław Piasecki, fot. Piotr Życieński IPN

W Sejmie Tuduj uchodzi jednak za „człowieka Piaseckiego”. Czy to oznacza również „człowieka Palantira”? Poseł twierdzi, że nie zajmuje się tematyką Palantira ani technologii wojskowych (choć zasiada także w komisji obrony, która formalnie kontroluje działania resortu obrony, a w TVN24 zdarza mu się wypowiadać na temat kontraktu z Palantirem).

Raport mniejszości patrzy na Polskę

Na ekranie zbiegają się strumienie danych: obraz z satelity, nagranie z drona, sygnał z czujnika na granicy, zapis rozmowy telefonicznej, prognoza pogody. System przesiewa je w ułamku sekundy. Zaznacza punkt na mapie, sprawdza, jaka broń jest pod ręką, i proponuje scenariusz ataku. Dowódcy zostaje jedno kliknięcie.

To, co wygląda jak scena z „Raportu mniejszości”, to relacja z działania MAVEN, flagowego systemu Palantira, centralnej platformy programowej armii amerykańskiej, z której od roku korzysta NATO.

Materiały promocyjne Palantir, Youtube
Materiały promocyjne Palantir, Youtube

Narzędzia Palantira służą do łączenia ogromnych ilości danych z różnych źródeł, ich przeszukiwania oraz analizowania. Najbardziej znanymi są Gotham i Foundry. Foundry ułatwia zarządzanie procesami pracy w sektorze komercyjnym, z Gotham korzystają policje i służby.

Od momentu założenia w 2003 r. Palantir jest ściśle powiązany z amerykańskimi służbami wywiadowczymi i Pentagonem. Od powrotu Trumpa do Białego Domu więzi między firmą a rządem są bliższe niż kiedykolwiek – Palantir pozyskał zamówienia rządowe warte miliardy dolarów na oprogramowanie wykorzystywane m.in. przez służbę imigracyjną ICE. Z jej technologii korzysta Izrael w działaniach w Gazie. W Iranie firma jest łączona ze zbombardowaniem szkoły dla dziewcząt, w którym zginęło ponad sto dwadzieścioro dzieci, jak opisało niedawne śledztwo Bloomberga.

Palantir nie ujawnia, kim są jego europejscy klienci, co od niego kupują i w jakim stopniu są od tych produktów zależni. O firmie jest ostatnio głośno – bo w Europie coraz głośniej rozbrzmiewają obawy o relacje między kierownictwem Palantira a Białym Domem, a także o antydemokratyczne poglądy założyciela i szefa firmy.

Palantir ma oddziały w czternastu krajach europejskich, w tym w Wielkiej Brytanii, a w co najmniej dwunastu z nich prowadzi interesy z ministerstwami, wojskiem i policją. W Polsce trzy ministerstwa w latach 2022–2025 korzystały z usług firmy m.in. przy rejestrowaniu ruchu uchodźców z Ukrainy, także dzieci.

Ale już w 2019 r. – jak sprawdziło FRONTSTORY.PL – Palantir dostał od ABW dostęp do informacji z klauzulą „tajne”. W tym roku przychody polskiego oddziału Palantira wzrosły z niecałych 300 tys. do 2,2 mln zł. W związku z jakim kontraktem lub zadaniem Palantir mógł mieć wgląd do tajemnic państwowych? Czy podpisał umowę z armią lub służbami? „Tajemnica przedsiębiorstwa” – kwituje Maciej Łaska, wiceprezes Palantir Technologies Poland.

Odpowiedzi odmawia też ABW. Nie zaprzecza ani nie potwierdza, czy korzystało z usług Palantira.

Dotychczasowe kontrakty w Polsce to z punktu widzenia Palantira zdobywanie przedpola (do tej pory dwa ministerstwa nie płaciły za współpracę). Dopiero teraz firmie nadarza się okazja na gruby przelew od rządu: kontrakt z MON na platformę MAVEN do zarządzania polem walki.

Kontrakt to punkt numer jeden agendy lobbystów, którzy od miesięcy krążą po salonach władzy w Warszawie i Waszyngtonie.

Bolesław i Ładysław od Antoniego

Koniec września, prezydent Karol Nawrocki spotyka się w Nowym Jorku z Alexem Karpem, prezesem Palantira. Nawrocki leci na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ, przy okazji bierze udział w Polish-American Economic Summit.

Właśnie tam dochodzi do spotkania, po którym prezydencki minister Karol Rabenda ogłosi, że Palantir chce stworzyć w Warszawie „regionalne centrum rozwoju technologii dla wschodniej flanki NATO”.

Kiedy jednak dopytujemy o szczegóły Macieja Łaskę, dyrektora zarządzającego polskiego oddziału Palantira, przyznaje, że jeszcze nie wiadomo, czy jakieś centrum powstanie: „Nie podjęliśmy jeszcze decyzji, którą moglibyśmy publicznie ogłosić”.

Konto X firmy Palantir
Konto X firmy Palantir

W spotkaniu w Nowym Jorku bierze udział siedem osób ze strony polskiego prezydenta i trzy z ramienia Palantira. Obok Karpa i Macieja Łaski siedzi Bolesław Piasecki. Ten sam, który w inne dni pojawia się na spotkaniach prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa i Obronności. – On właściwie mógłby usiąść z każdej strony tego stołu – podsumowuje jeden z naszych rozmówców z otoczenia Karola Nawrockiego.

Bolesław Piasecki to współpracownik Antoniego Macierewicza i Sławomira Cenckiewicza, wnuk Bolesława Piaseckiego, przedwojennego działacza ONR i Falangi, twórcy komunistycznego PAX-u.

Karierę zaczął u boku Macierewicza w MON, w 2015 r. został doradcą wiceministra Tomasza Szatkowskiego, w tym czasie kończył podyplomowe studia z kontrwywiadu w The Institute of World Politics (IWP) w Waszyngtonie. Po powrocie ze Stanów zaczął się pojawiać u boku Macierewicza, został zastępcą dyrektora centrum operacyjnego resortu. A gdy ludzi Macierewicza wycięła z MON ekipa Mariusza Błaszczaka, odnalazł się w banku PKO jako doradca do spraw bezpieczeństwa. Był też członkiem Rady do Spraw Cyfryzacji jako ekspert „walki informacyjnej w kontekście nowych technologii”.

Do dziś jest członkiem bliskiego kręgu Macierewicza – jednocześnie trzymając się w głębokim cieniu. Nie wygłasza kontrowersyjnych poglądów, nie zabiera głosu w politycznej dyskusji, nie pojawia się publicznie przy Macierewiczu. Stara się uchodzić za eksperta od kontrwywiadu – w pałacu prezydenckim uznawany jest za ulubieńca Sławomira Cenckiewicza, ale i generałów z BBN – Andrzeja Kowalskiego (był jego doradcą w SWW) i Adama Rzeczkowskiego.

W 2019 r. Piasecki obronił doktorat o skuteczności kontrwywiadu. Rok wcześniej, w ozdobnej publikacji na 70-lecie Antoniego Macierewicza, nakreślił sylwetkę Jamesa Angletona, byłego szefa kontrwywiadu CIA, oskarżanego o jego rozkład i tropienie spisków, wyrzuconego ze służby. Nazwisko Macierewicza w tym tekście nie pada, kontekst wydaje się jednoznaczny.

Od czternastu lat Piasecki jest współwłaścicielem spółki LR Consulting (sąd niedawno zawiadomił prokuraturę, że spółka nie składa sprawozdań finansowych). Członkiem zarządu jest jego ojciec, Ładysław. To kustosz pamięci o ojcu (założycielu PAX-u) – uważa, że gdyby plany polityczne Bolesława Piaseckiego zostały zrealizowane, „bylibyśmy dziś w zupełnie innej Polsce”. Lojalkę, którą Piasecki podpisał z NKWD, Ładysław opisuje jako „układ handlowy .(…) dla biologicznej ochrony narodu”.

Również dla Ładysława za rządów prawicy los stał się łaskawy – trafił do zarządu państwowego Maskpolu, części zbrojeniowego giganta PGZ. Czy sprawdził się w biznesie? W sądzie kończy się właśnie proces, w którym Ładysław jest oskarżony o doprowadzenie Maskpolu do wielomilionowych strat (chodzi o ponad 11 mln zł) i działanie na szkodę spółki (w procesie jako świadek zeznawał Antoni Macierewicz). Wyrok ma zapaść za kilka dni.

Pytany przez nas o spółkę LR Consulting, Bolesław Piasecki zapewnia, że „spółka od momentu założenia w 2012 r. pozostaje nieaktywna i nigdy nie rozpoczęła jakiejkolwiek działalności gospodarczej”.

Na prawdziwe, szerokie i biznesowe wody młody Bolesław Piasecki wypłynął więc sam, bez balastu w postaci ojca z zarzutami. Od czasu przegranych przez PiS wyborów w 2023 r. występuje jako Deployment Strategist w Palantir Technologies.

Przychodzi pan z walizeczką

W kuluarach wrześniowego spotkania w Nowym Jorku Maciej Łaska (polski wiceprezes Palantira) i Bolesław Piasecki byli optymistami. – Mówili, że spodziewają się, że w ciągu kilku tygodni kontrakt Palantir z MON będzie podpisany – opowiada nam rozmówca z otoczenia Nawrockiego.

Negocjacje w tej sprawie toczą się od wielu miesięcy. W grudniu 2024 r. MON i Palantir z pompą podpisały tzw. Memorandum of Understanding. Następnie w październiku 2025 r. – list intencyjny. W ślad za tymi dokumentami, wojsko zaczęło testy systemu MAVEN – w tym szkolenia i warsztaty, prowadzone przez Piaseckiego.

Targi w Kielcach w 2025 r., Władysław Kosiniak-Kamysz i Maciej Łaska
Targi w Kielcach w 2025 r., Władysław Kosiniak-Kamysz i Maciej Łaska

Jak czytamy w treści listu, który ujawniło TVN24.pl, MON zapewnia Palantirowi „niezbędny dostęp i informacje wymagane do analizy wymagań systemowych, (…) dostępności odpowiednich interesariuszy i decydentów do celów ocen merytoryczno- technicznych”.

Z kolei Palantir ma „dostarczyć kompleksową dokumentację techniczną oraz przeprowadzić szkolenia i demonstracje oraz zapewnić dostępność wykwalifikowanego personelu w celu przeszkolenia personelu SZ RP, następnie wdrożenia MSSP [MAVEN Smart System Poland – red.] w SZ RP”.

W praktyce – jak opowiada nam jeden z rozmówców w cyberwojsku – testowanie ultradrogich systemów Palantira wygląda tak: – Przychodzi pan ze swoją skrzyneczką na ćwiczenia wojskowe i testujemy system demo. Ta technologia robi wrażenie, wygląda to trochę jak wielka gra komputerowa w wojnę.

Inny rozmówca z MON: – Polskie firmy, których usługi analizowaliśmy, nie mają takich narzędzi do zarządzania polem walki. W Ukrainie bez systemu Palantira nie daliby sobie rady.

Diabeł tkwi jednak w szczegółach: kto – jeśli kontrakt zostanie podpisany – będzie miał dostęp do najwrażliwszych danych polskiego wojska? I gdzie będą przechowywane? Negocjacje z MON przedłużają się o kolejne miesiące. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, w samym DKWOC (Dowództwo Komponentu Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni) pojawiają się wątpliwości. – Chcieliśmy mieć rozwiązanie oddzielne od rozwiązań chmurowych Palantira, Powiedzieli, że to możliwe, ale zaśpiewali za to tyle, że zrobiło nam się słabo. Stanęło na tym, że na razie udostępniamy im nieprawdziwe dane przygotowane wyłącznie na potrzeby testowania systemu – tłumaczy nam jeden z rozmówców zorientowany w kulisach negocjacji.

Materiały promocyjne Palantir, Youtube
Materiały promocyjne Palantir, Youtube

Palantir przekonuje, że od początku chodzi o system odrębny: „W modelu potencjalnego wdrożenia MSS-P dane Sił Zbrojnych RP pozostają w infrastrukturze klienta i pod jego wyłączną kontrolą. W przypadku ewentualnego wdrożenia, Palantir nie posiadałby, nie przechowywałby ani kontrolowałby danych klienta ani ich pochodnych.”

Dopytywany, jak firma postąpiłaby, gdyby np. amerykański sąd nakazał jej zapewnienie dostępu do polskich danych, Palantir podkreśla, że to niemożliwe, bo „środowisko on-premise (czyli u klienta – red.) nie umożliwia zdalnego dostępu. Palantir nie może więc przekazać danych, których nie posiada ani nie kontroluje”. Firma dodaje, że jej oprogramowanie jest projektowane „w taki sposób, aby żadna strona, w tym sam Palantir, nie mogła uzyskać dostępu do danych znajdujących się w środowisku klienta bez jego współdziałania i zgody.”

Gdy w czerwcu pytamy MON, czy wojsko korzysta już z technologii, resort odpowiada, że nie korzysta z produktów ani usług firmy Palantir Technologies, „ani bezpośrednio, ani pośrednio poprzez współpracę z innym podmiotem”. Jak zapewnia, list intencyjny to na razie „niewiążące wyrażenie zamiaru współpracy i nie skutkował powstaniem żadnych wiążących zobowiązań”.

Palantir tak, Palantir nie

W oczekiwaniu na decyzję MON Palantir dba o wizerunek – regularnie figuruje jako partner czołowych konferencji i eventów dotyczących bezpieczeństwa (Targi MSPO, Cyber Days, Warsaw Security Forum).

Gdy posłanka Lewicy Daria Gosek-Popiołek dopytuje w interpelacji MON o kulisy umowy z Palantirem, zanim zrobi to MON w mgnieniu oka odpowie jej szef polskiego Palantira. Maciej Łaska wysyła maila i prosi Gosek-Popiołek o spotkanie, które „pozwoli przybliżyć działalność firmy i odpowiedzieć na pytania dotyczące naszej technologii i przypadków jej użycia”. Załącza pismo, w którym ponownie zapewnia m.in., że „wyłącznym właścicielem danych pozostają klienci. Palantir w żaden sposób nie pozyskuje, ani nie sprzedaje danych”.

Polski oddział Palantira w ubiegłym roku miał prawie 10 mln zł przychodu. Jego właścicielem jest Palantir International. Globalna spółka odnotowała w tym roku rekordową wycenę na giełdzie i 93-procentowy wzrost przychodów do 1,94 mld dolarów (jej przychody z sektora rządowego wzrosły o 90% do 809 mln dolarów). Europejskie rządy zapłaciły dotąd Palantirowi łącznie ok. 1,4 mld euro, z czego niemal miliard funtów przypada na Wielką Brytanię, największy rynek firmy poza USA.

Marit Gijsberts / FTM
Marit Gijsberts / FTM

Wiele krajów Europy podjęło już decyzje, przed którymi stoi teraz Polska. Holandia używa systemów Palantira w policji i wojsku – ale jednocześnie zapowiada odejście od technologii amerykańskiej firmy.

Holandia nie jest jedynym krajem europejskim, który w kluczowych miejscach infrastruktury cyfrowej korzysta z Palantira. W dziewięciu z dwunastu krajów europejskich, z którymi Palantir ma interesy, klientem firmy jest ministerstwo obrony i/lub siły zbrojne. Oprócz Holandii są to m.in. Włochy, Hiszpania i Wielka Brytania.

Na początku października duński portal Altinget poinformował, że duńska armia dostała polecenie zerwania zaawansowanych rozmów o zakupie MAVEN i postawienia na europejską alternatywę. Powodem było zagrożenie ze strony USA i bliskie związki Palantira z Białym Domem. Decyzja zapadła mimo wcześniejszego porozumienia między USA, Grenlandią i Danią.

Palantir wchodził do Europy zwykle tylnymi drzwiami kryzysów: we Francji po zamachach w Paryżu w 2015 r., w brytyjskiej służbie zdrowia i na Litwie na fali pandemii. Coraz częściej jednak odbija się od drzwi frontowych. Armia szwajcarska odrzuciła jego oferty kilka razy, obawiając się uzależnienia i wycieku danych do rządu USA. Bundeswehra zapowiada, że nie będzie robić interesów z Palantirem. Również Belgia deklaruje brak współpracy z Amerykanami. Francuski kontrwywiad nie przedłuża kontraktu z Palantirem, a premier Wielkiej Brytanii Andy Burnham chce zastąpić Palantira w systemie zdrowia i resorcie obrony krajową alternatywą. Brytyjscy parlamentarzyści nazywają zależność od firmy „niedopuszczalnym, słabym punktem”.

Odwrotu nie widać na wschodniej flance: zakup MAVEN rozważa Norwegia, a Litwa podpisała memorandum z Palantirem równolegle z polskim MON.

Jak daleko sięgają wpływy?

Zdaniem Elke Schwarz, profesorki teorii politycznej na Queen Mary University of London, uzależnienie państw europejskich od Palantira jest problemem, przede wszystkim ze względu na bliskie związki firmy z Białym Domem i trumpowską agendą America First. Im więcej instytucji publicznych w danym kraju współpracuje z taką firmą, tym te problemy są poważniejsze. „Pokusa jest duża, bo firma obiecuje, że jej narzędzia działają tym lepiej, im więcej strumieni danych się połączy. Druga strona medalu jest taka, że stajesz się coraz bardziej zależny, a więc coraz bardziej bezbronny”.

„Widzimy też, że Palantir wszędzie buduje bliskie relacje z urzędnikami” – mówi dalej Schwarz. Wskazuje, że firma zatrudniła w USA i Wielkiej Brytanii wielu byłych urzędników, a potem zawierała kontrakty z ich dawnymi pracodawcami. „Pytanie brzmi: czy Palantir w ten sposób wpływa na decyzje państwa? A jeśli tak, to jak daleko sięgają te wpływy?”

Zdaniem Franceski Brii, profesorki na University College London i liderki inicjatywy EuroStack na rzecz europejskiej suwerenności cyfrowej, to przemyślana strategia. „Zatrudniając byłych urzędników i osadzając swoich inżynierów w instytucjach państwowych, Palantir przejmuje kontrolę nad kluczowymi systemami rządów” – mówi. „W ten sposób powstaje zależność, z której niemal nie da się wyplątać”.

Bria krytykuje też tajemniczość, jaką rządy otaczają swoje umowy z Palantirem.

„Gdy chodzi o bezpieczeństwo narodowe, nie da się ujawnić wszystkiego” – przyznaje. „Ale jeśli zarządza się infrastrukturą krytyczną państwa, ma się obowiązek jasno powiedzieć, kto kontroluje płynące przez nią dane, kto ponosi ostateczną odpowiedzialność i kto może ten system wyłączyć. Rządy odpowiadają przed swoimi obywatelami, a nie przed amerykańskimi oligarchami. (…) Europa powierzyła swoje najwrażliwsze systemy firmie, która nigdy nie postawi interesów Europy na pierwszym miejscu”.

Dwie mapy

Czy to, co robi poseł Tuduj swoją ankietą, to ręczna, analogowa wersja tego, co robi Palantir? Zbieranie rozproszonych danych z wielu źródeł (ujęcia wody, mosty, transformatory, kontakty ze służbami, scenariusze sabotażu) i sklejanie ich w mapę słabych punktów państwa?

Nie wiemy, po co zbiera dane poseł Tuduj. Ale wiemy, z kim współpracuje i co łączy go z Palantirem. Być może te puzzle do siebie nie pasują i wszystko dzieje się, jak zwykle w Polsce – zbiegiem okoliczności. Postanowiliśmy jednak zebrać te okoliczności w jednym miejscu.

Kto dziś składa mapy polskiego bezpieczeństwa, gdzie leżą te mapy i kto ma do nich klucze? MON, negocjując z Palantirem, na wszelki wypadek daje mu do testów nieprawdziwe dane wojskowe. W tym samym czasie gminy przy granicy z Białorusią wysyłają prawdziwe dane o swojej infrastrukturze na skrzynkę biura poselskiego posła, którego doradcą jest człowiek Palantira. Wojsko chroni się fikcją przed amerykańskim koncernem, a państwo na dole oddaje rzeczywistość pierwszemu z brzegu posłowi, który zapyta o wrażliwe dane. MSWiA co prawda wysłało ostrzeżenie przed aktywnością Tuduja, ale sprawa nie ma dalszego ciągu.

Bolesław Piasecki swoją karierę rozwija przy różnych stołach: stole negocjacyjnym w Waszyngtonie, stole sejmowej speckomisji, przy którym siedzi jako doradca i stole prezydenckiej Rady Obronności. Za każdym razem ta sama osoba siada po innej stronie mebla.

Ostatni poniedziałek, w kuluarach Warsaw Security Forum spotykamy Piaseckiego na stoisku Palantira. Na ekranach migocze symulacja zarządzania polem walki (na fikcyjnych danych). Z ekspresu leci kawa z napisem „Palantir for Europe”. Piasecki tłumaczy zawiłości technologii Palantira. Wychodząc, spotykamy go w towarzystwie posła Tuduja.

– Dowiedziałem się tu od pani o jakiejś ankiecie, którą wysyłasz – żartuje Piasecki.
– No wysyłam, do wszystkich gmin – potwierdza poseł Konfederacji.
– I kto będzie analizował te wszystkie dane? – dopytuje Piasecki.
– A nie pan, jako doradca posła? – włączamy się w rozmowę.

Tuduj i Piasecki wybuchają zgodnym śmiechem.

Stanowisko Palantira

W odpowiedzi na ustalenia analizy FTM i partnerskich redakcji, Palantir przekazał swoje stanowisko: „Od 2011 r. Palantir współpracuje z demokratycznie wybranymi rządami i instytucjami w Europie. Pomagamy zwiększać wydolność szpitali, przyspieszać diagnostykę nowotworów, bezpiecznie przesiedlać uchodźców, zwalczać przestępczość zorganizowaną, chronić ofiary przemocy domowej oraz szybciej reagować na powodzie i inne sytuacje kryzysowe.

Dziś ponad 20 proc. naszych pracowników na świecie pracuje w europejskich biurach, m.in. w Londynie, Paryżu, Madrycie, Monachium, Warszawie i Zurychu. Pomagamy europejskim firmom konkurować i rozwijać się w branży lotniczej i kosmicznej, w przemyśle, w naukach przyrodniczych i usługach finansowych. Wspieramy też europejskie rządy w ochronie bezpieczeństwa narodowego, w tym Ukrainę w jej walce o przetrwanie z rosyjską agresją.

Wśród naszych europejskich klientów są jedne z najbardziej wymagających, najbardziej wyczulonych na bezpieczeństwo i najbardziej sceptycznych instytucji na świecie. Wybierają Palantira, bo nasze oprogramowanie działa i bo zachowują nad nim kontrolę.

To klienci kontrolują swoje dane, swoje decyzje i swoje misje. Palantir nie jest właścicielem danych klientów, nie sprzedaje ich ani nie wykorzystuje do innych celów. To klienci decydują, jakie dane są przetwarzane i w jaki sposób. Nasza technologia ma dawać instytucjom większą, a nie mniejszą kontrolę nad ich najbardziej wrażliwymi informacjami.”

Nasza praca byłaby niemożliwa bez wsparcia naszych Patronek i Patronów.

Wierzymy, że dziennikarstwo śledcze to dobro publiczne.
Zostań naszym patronem, wesprzyj nas na Patronite.

Wspieraj Autora na Patronite

CZYTAJ WIĘCEJ