Artur meets Russia
Od dyplomaty do moskiewskiego influencera
Berenika Serwatka (FRONTSTORY.PL),
Alicja Pawłowska (FRONTSTORY.PL)
20 sierpnia 2026
- Polska ma własną wersję propagandowego kanału „Sasha Meets Russia”. Prowadzi go były pracownik naszej placówki dyplomatycznej
- Jego kanał „WMatrioszce” omija wojnę, rosyjską politykę i Putina, serwując widzom bezpieczną codzienność: Rosja jako kraj miłych ludzi, gospodarcza oaza, miejsce inwestycji
- Polak mieszkając w Moskwie nie ma szans utrzymywać się z social mediów w warunkach sankcji i blokad reklam. Z czego żyje? I w jaki sposób ociepla polskim widzom wizerunek kraju pod butem Putina?
Mężczyzna z płomienną fryzurą spaceruje po moskiewskim Radisson Royal Hotel (czyli byłym Hotelu Ukraina). To polski vloger, autor filmów zamieszczanych w serwisach internetowych; z telefonu streamuje wizytę w salonie Rolls-Royce’a. Przed pełnoskalowym najazdem Rosji na Ukrainę właśnie tu, w budynku hotelu, mieścił się oficjalny salon marki.
Salon wciąż pełen jest luksusowych aut, choć należąca do BMW Rolls-Royce Motor Cars od 2022 r. nie eksportuje ich do Rosji. Jeśli w Federacji Rosyjskiej ktoś sprzedaje produkty firmy, to wyłącznie dzięki obchodzeniu sankcji i nielegalnemu importowi przez Białoruś czy Kazachstan.
– Salon działa łącznie osiemnaście lat – mówi posępnie sprzedawca. – Byliśmy oficjalnym dealerem.
– A, teraz, można powiedzieć, nieoficjalnym – komentuje vloger. – No, takie czasy – próbuje uciąć.
– Bo Rolls-Royce opuścił Rosję – ciągnie sprzedawca.
Nic więcej nie doda. Cięcie. Widzowie nie doczekają się wyjaśnień: dlaczego właściwie opuścił, a skoro opuścił, to skąd wzięły się luksusowe auta w Radisson Royal? Dlaczego to salon „nieoficjalny”? Polak szybko zmienia temat, zachwyca się tapicerką modeli za ponad 3 mln zł.
Czytaj też:
Vloger to Artur Siejka, Polak, były, wieloletni pracownik rządowych agencji i instytucji. Z wykształcenia sinolog, w 2024 r. uruchomił na social mediach kanały o wspólnej nazwie „WMatrioszce”. Obserwują je dziesiątki tysięcy ludzi, a Siejka w setkach postów pokazuje im Rosję, przede wszystkim Moskwę. Zawsze na jedno kopyto: trochę ludowej prostoty, odrobina luksusu, interesujący ludzie, pogaduszki. Ani słowa o wojnie, sankcjach, Putinie. Gdy rosyjski rozmówca zbacza na niebezpieczne i zakazane w putinowskiej Rosji sprawy, Siejka momentalnie zmienia temat. Jego kanały są otwarcie prorosyjskie, pełne entuzjazmu dla osiągnięć społecznych i cywilizacyjnych kraju, który przeciwników obecnego reżimu skazuje na więzienia.
Mniej więcej w tym samym czasie, gdy Siejka nagrywa ekskluzywną podsufitkę modelu Cullinan w Moskwie, czyli prawdopodobnie w nocy z 8 na 9 listopada 2025 r., rosyjska armia wysyła nad Ukrainę 450 dronów i 45 rakiet. Ginie siedem osób.
Polityka? Wojna? Broń Boże
Pierwszy materiał sygnowany marką @wmatrioszce pojawia się na Instagramie w kwietniu 2024 r.: to pozbawione kontekstu zdjęcie uczniów podstawówki z klasy kadeckiej. W ciągu następnych dni na platformę trafiają kolejne materiały, np. sondy uliczne, w których Artur Siejka pyta moskwian o stosunek do Polaków. W materiałach vlogera większość z nich jest przyjazna i propolska.
Architektura kanału to formaty lifestylowe i podróżnicze, tematy wokół codzienności, ludzi i lokalnych ciekawostek. Z jednej strony @wmatrioszce serwuje widzowi wywiady uliczne, w których uśmiechnięty autor rozmawia z przechodniami; z drugiej – intymne rozmowy o tożsamości toczone przy kuchennym stole w mieszkaniach moskiewskich Polaków. Sprawnie przerzuca lekkie tematy: od spacerów po monumentalnym metrze, przez wizyty w luksusowych sklepach i podziwianie socrealistycznych wieżowców, po drobiazgowe sprawdzanie cen w osiedlowych dyskontach i zamieszczanych w gazetach ofert pracy.
Artur Siejka w opisie każdego posta zaznacza (pisownia oryginalna): „Ten film ma charakter informacyjny na temat codziennego życia mieszkańców Moskwy/Rosji i ich mentalności. Nie promuję żadnej teorii ani narracji politycznej. To, że pokazuję w filmach wypowiedzi rozmówców nie oznacza, że się z nimi zgadzam. Jeżeli moje materiały bądź komentarze pod nimi (których nie moderuję) wywołują u odbiorcy negatywne myśli lub odczucia zachęcam do zaprzestania ich oglądania”.
Tylko raz, na początku vlogerskiej kariery, w filmie „Dlaczego nie mówię o polityce” otwarcie przyzna, że nawoływanie do sankcji jest w Rosji karalne (podobnie jak dyskredytowanie armii).
Postępując zgodnie z rosyjską literą prawa, Siejka unika tematu wojny, a zamieszczane pod materiałami na YouTube informacje o kanałach na Facebooku i Instagramie opatruje wymaganą adnotacją przypominającą, że Meta w Rosji traktowana jest jako „organizacja ekstremistyczna”. Samo przeglądanie czy publikowanie na Instagramie nie jest w Rosji karane – jednak ponieważ legalne, oficjalnie zarejestrowane w Rosji VPN-y mają obowiązek blokować dostęp do serwisów Mety, vloger musi używać narzędzi zachodnich dostawców, z którymi reżim walczy, choć – jak widać – w przypadku niektórych może przymknąć oko.
Vloger i jego kanał mogą budzić sympatię, rozmowy wyglądają na spontaniczne i naturalne. W rzeczywistości projekt @wmatrioszce ma przemyślaną, rozpisaną na wiele kanałów strategię.
Artur Siejka przyznaje, że pomysł na influencerkę zakiełkował w nim w 2022 r. (mieszka w Moskwie z żoną, Rosjanką, od 2020 r.).
Swoje profile założył pod koniec 2023 r., z regularnymi publikacjami ruszył po kilku miesiącach. W maju 2024 r. wystartował kanał na YouTube – w ciągu dwóch lat gromadząc bibliotekę przekraczającą pół tysiąca filmów i zdobywając ponad 85 tys. subskrybentów. Treści z YouTube są systematycznie dystrybuowane dalej: na Facebooku, gdzie profil śledzi ponad 108 tys. użytkowników, TikToku (ponad 56 tys. obserwujących) oraz rosnącym Instagramie (38 tys. obserwujących). Układankę dopełniają X (4 tys.), a także Telegram i WhatsApp, komunikatory do zarządzania mniejszą, ale silnie zaangażowaną społecznością.
Lokalizację profilu na YouTube ustawiono w Polsce, co ułatwia algorytmom dotarcie do polskiej widowni, dla której Siejka tworzy. Ewentualna monetyzacja (czyli zarabianie na wyświetleniach) wymagałaby wyprowadzenia rozliczeń z platformą poza terytorium Rosji. Od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie Google sukcesywnie odcinał ten kraj od monetyzacji. W marcu 2022 r. zablokowano tam tworzenie nowych kont rozliczeniowych, a w sierpniu 2024 r. całkowicie wstrzymano wypłaty z reklam. Od 2022 r. reklamy Google i YouTube nie są wyświetlane użytkownikom z Rosji. A więc aby w ogóle czerpać z produkcji filmów zyski, vloger od początku musiałby oprzeć kanał @wmatrioszce na zachodnim – najprawdopodobniej polskim – koncie AdSense oraz rachunku bankowym w tej samej lokalizacji.
W 2022 r. doszło do wymiany ciosów: Meta zablokowała możliwość monetyzacji i kupowania reklam dla kont w Federacji Rosyjskiej, a Kreml zdelegalizował ją jako „organizację ekstremistyczną”. Prawdopodobnie dlatego blog @wmatrioszcze na Facebooku oficjalnie operuje z Warszawy, choć Instagramowe algorytmy poprawnie jako główną lokalizację konta wskazują Rosję (system na bieżąco sprawdza, skąd loguje się urządzenie zarządzające profilem). Na X sieć VPN pozycjonuje konto Siejki w Holandii, ale techniczne detale zdradzają, że na platformie łączy się przez iPhone’a podpiętego pod polski AppStore (a zatem i polski adres rozliczeniowy).
Vlogerzy pod kontrolą reżimu
Artur Siejka prowadzi często transmisje na żywo. Nagrywa spacery po Moskwie, i własne, codzienne peregrynacje.
Vlogerowi sprzyja szczęście – nieraz przypadkiem wpadnie na Polaków, którzy od razu ochoczo zgadzają się wystąpić w jego instagramowej rolce, innym razem w czasie kręcenia live’a (odcinka na żywo) fani kanału zagadują z autorem.
W środku ostrej, moskiewskiej zimy Siejce udaje się – jak deklaruje, całkiem spontanicznie – wjechać na teren stacji roztapiania śniegu. Niczym w kinie akcji: po krótkich negocjacjach kierowca ciężarówki zwożącej śnieg zgadza się przemycić Polaka na teren zakładu. Na miejscu dostaje wprawdzie zakaz opuszczania pojazdu, ale z pomocą przychodzi mu pracownik stacji, który oferuje, że telefonem Siejki sfilmuje proces technologiczny.
To ciekawe: w kraju, w którym strategiczne obiekty komunalne podlegają ścisłej ochronie, obcokrajowiec z paszportem kraju z rosyjskiej listy państw nieprzyjaznych wjeżdża w jedno z takich miejsc z kamerą. Na pytanie o kulisy realizacji tego materiału Artur Siejka nam nie odpowiedział.
Rosyjska prowincja pojawia się u niego rzadko. W relacji z Teriberki na północy kraju prezentuje zaśnieżoną, opustoszałą osadę, by następnie opowiedzieć o boomie, który przekształcił podupadającą miejscowość w popularny cel wycieczek. W Murmańsku pływa kutrem po Oceanie Arktycznym, próbuje lokalnej dziczyzny z jelenia i zwiedza lodołamacz „Lenin” (jednostka Atomflotu, spółki-córki państwowego Rosatomu).
W matrioszkowym uniwersum pewnych tematów nie zobaczymy. Bieżąca polityka? Zgodnie z deklaracją – systemowo omijana. Wojna, Putin, sankcje, Ukraina? Również.
Niemoderowana sekcja komentarzy to już czysta polityka. Wpisy powielające prorosyjskie narracje przeplatają się z głosami wspierającymi Ukrainę i krytykującymi twórcę. Dyskusje toczą się po polsku lub cyrylicą. Ponieważ algorytmy YouTube premiują duże ilości interakcji (bez względu na ich treść), polaryzacja sprzyja budowaniu zasięgów i widoczności kanału.
Analizując prawie 60 tys. komentarzy pod ponad 500 filmami „WMatrioszce”, odkryliśmy klaster 113 kont, które reagują na materiały z Rosji w sposób jednoznacznie skoordynowany. Niemal 250 profili dodaje pod publikacjami komentarze zawsze w jednym, krótkim okresie (10 minut)
Przed kamerą youtuber pozuje na sympatycznego chłopaka z sąsiedztwa. Nigdy nie wspomina, skąd wziął się w Rosji, z czego się utrzymuje, co wcześniej robił w Polsce, czym zajmował się, zanim zaczął nagrywać prorosyjskie filmiki. Całkowicie pomija swoją zawodową przeszłość, o rodzinie wspomina zdawkowo. W jednym z pierwszych postów tłumaczy: „W 2020 roku wróciliśmy do Moskwy. To ważne w kontekście bieżących wydarzeń na świecie. To pewne tło, którego nie chciałbym szczególnie poruszać”.
W maju 2026 r. po raz pierwszy na prywatnym LinkedInie i Facebooku zdawkowo przyznaje się do prowadzenia projektu @wmatrioszce. Dwoma zdaniami: „Dwa lata temu podjąłem trudną i chyba ryzykowną decyzję. Otworzyłem kanał na YouTube „wmatrioszce”. Z Moskwy”.
I już. Co trudnego i ryzykownego jest w otwarciu kanału na YouTube w Rosji? Tego się nie dowiemy. Ale Siejka ma rację – to niepewna robota. Ryzyko zależy od tego, kto prowadzi vloga.
Czy ktoś powiedział „sankcje”?
W marcu 2026 r. Artur Siejka wsiada na stacji moskiewskiego metra do tzw. „pociągu propagandy”. To specjalny skład promujący objętą unijnymi sankcjami telewizję Russia Today (RT). Vloger relacjonuje przejazd wagonami wyklejonymi datami z historii stacji, apelami o śledzenie jej kanałów oraz hasłami o rzekomej „cenzurze”, z jaką tuba Kremla walczy na Zachodzie.
Filmik znika z profili @wmatrioszcze, ale krąży dalej w rosyjskim obiegu informacyjnym. Oficjalny profil RT na portalu VKontakte chwali się nagraniem „popularnego polskiego blogera”. Na Telegramie materiał udostępnia Aleksiej Żurawlew (znany z gróźb pod adresem Polski), deputowany do Dumy Państwowej. Polityk podkreśla, że należy wykorzystywać każdą okazję, by docierać z rosyjskim punktem widzenia do „kolektywnego Zachodu”, w czym RT odnosi „stuprocentowy sukces”. Kanał MT News publikuje zrzuty ekranu z pozytywnymi komentarzami rzekomych widzów Siejki – wraz z tłumaczeniem na język rosyjski – podając je jako dowód na popularność stacji.
Artur Siejka nie odpowiedział nam, czy sam usunął film z obawy przed zarzutem złamania regulaminu platform, czy materiał o Russia Today został zablokowany przez administratorów.
A unijne sankcje? Te uderzałyby w Siejkę dopiero gdyby ktoś udowodnił przepływ kapitału od sankcjonowanych podmiotów. Dopóki vloger spaceruje po metrze i pokazuje widzom pociąg RT, chroni go zachodnia wolność słowa.
Google wstrzymał monetyzację rosyjskich wydawców oraz zakazał publikacji treści „negujących, minimalizujących lub trywializujących dobrze udokumentowane akty przemocy”, do których Wytyczne dla Społeczności YouTube zaliczają inwazję Rosji na Ukrainę. Wycofanie usług z Rosji oznacza, że tamtejsi twórcy nie mogą zarabiać na reklamach Google.
– Czysta polityczna propaganda na granicy prawa, nieoznaczone reklamy polityczne czy sieci botów, są coraz skuteczniej ograniczane poprzez platformy cyfrowe i działania państwowe – uważa Jakub Szymik, założyciel Fundacji Obserwatorium Demokracji Cyfrowej. – Stąd sięganie po narzędzia, które są na tyle miękkie, że sprzeciw wobec nich mógłby być przedstawiony jako komiczny.
Spytaliśmy Google, czy pozbawiona moderacji publikacja wypowiedzi osób powielających propagandowy termin „specjalna operacja wojskowa” oraz omijanie geoblokad z Moskwy przy użyciu VPN i kont bankowych w Unii, naruszają jego Warunki Programu Partnerskiego (YPP)? Odpowiedź: ani kanał @wmatrioszce, ani relacjonowane na nim elementy rosyjskiej przestrzeni publicznej – w tym z państwowych festynów czy Rosatomowskiego lodołamacza – nie łamią wytycznych platformy.
– Mimo że większość treści na kontach typu @wmatrioszce dotyka niby niewinnego blogowania podróżniczego, najpopularniejsze posty na profilu wskazują na sprawy fundamentalnie polityczne: wspólne pochodzenie Polaków i Rosjan, rzekome bezpieczeństwo na ulicach w Moskwie, wolności osobiste i polityczne w Federacji Rosyjskiej – mówi Szymik. – W szerszym kontekście to narracje spójne z celami strategicznymi, normalizacji relacji wobec społeczeństw Zachodu, budowania podglebia pod antypolskie i antyzachodnie wartości czy obniżania zaufania do państwa.
„WMatrioszce” zarejestrowano wprawdzie w Polsce, ale de facto działa w Rosji. A rosyjskie prawo nakłada na dużych twórców obowiązki rejestracyjne i ograniczenia finansowe. Do tego groźbę kar za treści polityczne, wojenne, „ekstremistyczne”, antywojenne, LGBT, dotyczące sankcji, „obcych agentów” lub „niepożądanych organizacji”. Jeśli kanał YT przekracza magiczny próg 10 tys. odbiorców, przepisy wymagają, aby właściciel takiego medium przekazywał Roskomnadzorowi tzw. dane identyfikujące. Artur Siejka nie odpowiedział nam, czy jest w kontakcie z Roskomnadzorem.
W Rosji samo wejście na YouTube nie jest przestępstwem, ale platforma jest spowalniana lub częściowo blokowana. Wiele filmów, w tym część materiałów Siejki, jest masowo kopiowana i wgrywanych na rosyjskie alternatywne platformy np. 4K-Video.ru czy dtub.ru.
YouTube nie ujawnia publicznie statusu monetyzacji kanałów. Konto poza Rosją – np. w Polsce – teoretycznie pozwala zarabiać na widzach spoza Rosji. Ale w takim wypadku pojawiają się pytania: gdzie ma rezydencję podatkową Artur Siejka? Na jaki rachunek i w jakim kraju dostaje płatności? Czy korzysta z wpłat z Rosji poprzez platformy do mikropłatności? Czy pieniądze trafiają na konto w Rosji czy w UE? Zadaliśmy mu te pytania kilka tygodni temu. Nie dostaliśmy odpowiedzi.
Problemem pozostaje ewentualny transfer pieniędzy z Polski i Zachodu do Rosji, gdzie żyje vloger – dla większości banków system SWIFT w Rosji nie działa, a Visa i Mastercard wycofały się z rynku. Omijanie tych blokad i przesyłanie zarobków z platform Meta lub Google na Wschód nie jest niemożliwe, ale wymagałoby gimnastyki: operacji na kryptowalutach, korzystania z pozabankowych operatorów płatności czy kont w krajach tranzytowych lub przewożenia gotówki.
Alternatywnym wyjaśnieniem jest model, w którym polskie wpływy odkładają się na koncie w Warszawie, a życie w super drogiej stolicy Rosji Siejka finansuje z innych źródeł.
Między Pekinem a Moskwą
Nieoczywista kariera Artura Siejki zaczyna się ponad dwie dekady temu. Nie dowiemy się, skąd pochodzi i jak wyglądała jego młodość, tych informacji vloger strzeże i nie udostępnia.
Dzięki temu, co sam zostawia w sieci wiemy, że w 2001 i 2002 r. przyjeżdża do Moskwy na letnie kursy językowe w Instytucie Puszkina (jeden z najbardziej prestiżowych ośrodków nauczania rosyjskiego dla obcokrajowców). Nie wiemy, czym zajmuje się między 2001 a 2004 rokiem. W 2004 r. podejmuje studia sinologiczne na Uniwersytecie Warszawskim. Rok akademicki 2007/2008 spędza w Pekinie na Capital Normal University, uczelni publicznej współfinansowanej przez władze miejskie oraz chińskie Ministerstwo Edukacji. Poznaje przyszłą żonę, Rosjankę Annę Chelnokovą, tak jak on – sinolożkę.
Po magisterce w 2010 r. przenosi się do Moskwy (jak sam przyzna – z powodu żony). Anna Chelnokova-Siejka w 2010 r. ukończyła kulturoznawstwo na Moskiewskim Państwowym Uniwersytecie Językoznawczym (MSLU).
Artur Siejka przez następne cztery lata zajmuje się tłumaczeniami oraz wsparciem firm na rynkach Rosji i Chin. Od 2010 r. jego nazwisko pojawia się przy wzmiankach o polskiej firmie EastLink Consulting. W tekście Bankier.pl z 2012 r. o ekspansji polskich firm, pojawia się jako „analityk rynku chińskiego z firmy EastLink Consulting”. Sprawdzamy – w Polsce nigdy nie zarejestrowano spółki o takiej nazwie, nie nosiła jej też żadna działalność gospodarcza. Prawdopodobnie EastLink Consulting była marką ekspercką komentująca rynek chiński, m.in. ceny żywca i drobiu. Domena internetowa EastLink Consulting wygasła w 2019 r., po projekcie nie ma dziś śladu.
W tym samym czasie Siejka podejmuje współpracę z Sotres, polską firmą konsultingową, ale wciąż działa również na własny rachunek. Realizuje kampanie promocyjne dla Polskich Linii Lotniczych, Polskiej Organizacji Turystycznej oraz Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu; pośredniczy w kontaktach handlowo-gospodarczego dla klientów m.in. w Rosji, Polsce, Indiach. Osoby z ówczesnego otoczenia zawodowego pamiętają go jako człowieka „obrotnego”. – Dużo podróżował, miał koneksje – opowiadają.
Między 2013 a 2018 r. żona Artura Siejki pobiera stypendium „New Sinologist”, finansowane przez Instytut Konfucjusza. Ta państwowa organizacja uchodzi za fundament chińskiego soft power, zachodnie agencje od lat traktują Instytut jako część wywiadu gospodarczego ChRL.
W 2014 r. przyszły vloger dostaje posadę w Wydziale Promocji Handlu i Inwestycji (WPHI) w Pekinie i cała rodzina na przeprowadza się do Chin. WPHI to placówka obok polskiej ambasady, podległa Ministerstwu Gospodarki, a nie MSZ. Jako kierownik wydziału Siejka ma paszport dyplomatyczny i w randze II Sekretarza formalnie reprezentuje RP w Państwie Środka.
Nie wiadomo, na ile rosyjska żona dyplomaty była zaangażowana w zawodowe projekty Artura Siejki, ale w 2017 r. pojawia się a zdjęciu z polsko-chińskiego wydarzenia promocyjnego Inicjatywy Pasa i Szlaku obsługując stoisko kulinarne. Anna Chelnokova broni doktorat z historii chińskiej myśli i kulturyna Uniwersytecie Pedagogicznym w Pekinie (BNU). Później będzie pracować jako profesor nadzwyczajny na macierzystym MSLU, a w 2025 r. zwiąże się z prestiżową Wyższą Szkołą Ekonomii (HSE University) w Moskwie.
MSLU szkoli kadry językowe dla wojska i MSZ, współpracuje z instytucjami rosyjskiej dyplomacji oraz organizuje wydarzenia z udziałem osób z FSB. Jest elementem rosyjskiego ekosystemu kadrowego dla dyplomacji, wojska, bezpieczeństwa informacyjnego i wpływu zagranicznego. Podobnie HSE ma silne i jawne związki z rosyjskim aparatem państwowym. Jej założycielem jest rząd Federacji Rosyjskiej, a uczelnia opisuje się jako ośrodek wspierający administrację prezydencką i rząd.
W 2018 r. Siejka traci immunitet. W polskiej dyplomacji gospodarczej następuje trzęsienie ziemi – rząd PiS likwiduje (krytykowane za biurokrację i brak efektów) Wydziały Promocji Handlu i Inwestycji. Ich rolę przejmują Zagraniczne Biura Handlowe, teraz zatrudnienie w Biurach ma wynikać z kompetencji.
Mężczyzna ma już spore doświadczenie i zna chiński rynek, a w dodatku włada kilkoma językami. Kończy karierę w państwowych strukturach.
Pan Xie Tangyong zaprasza
Pomimo zamknięcia rozdziału w dyplomacji, Artur Siejka nie wyjeżdża z Pekinu. Przechodzi do sektora prywatnego: zaczyna reprezentować Polsko-Chińską Radę Biznesu. W chińskich mediach używa innej tożsamości – prezentuje się jako Pan Xie Tangyong (谢唐永). W 2018 r. pojawia się na targach wystroju wnętrz Maison Shanghai, bierze udział w ceremonii podpisania umowy między Centrum Badań nad Blockchainem Uniwersytetu Pekińskiego z opisywaną przez FRONSTORY piramidą finansową FutureNet.
Jeszcze w tym samym roku inwestuje w zaoczne studia MBA w Guanghua School of Management przy Uniwersytecie Pekińskim. To dziś wydatek rzędu 428 tysięcy yuanów (RMB), blisko ćwierć miliona złotych. Skąd urzędnik niskiego szczebla ma takie pieniądze? Oficjalnie studiuje do 2022 r., ale dopiero w maju 2024 r. – krótko po starcie @wmatrioszce – pochwali się wizytą w Pekinie na obronie magisterki.
– Pracował w WPHI w Pekinie bodajże, na pewno był w 2023 r. w Chinach – mówi nam źródło z Ministerstwa Gospodarki. – Wiem, że gdy znów niedawno był w Chinach, szef placówki nie zezwolił mu na pobyt w ambasadzie. Wyżalał się później na mieście.
Inne źródło, tym razem MSZ: – Wiem, o kim mowa. Do ambasady w Pekinie od dawna nie ma wstępu. Ja o nim mówię „Sjejká”, z akcentem na ostatnią sylabę. Nie wiem, czy to, co robi, robi z powodu niedostatków, czy z tego powodu, że ktoś mu płaci.
2018 to intensywny rok w karierze vlogera – jesienią rejestruje na Targówku działalność gospodarczą (opatrzoną chińskim numerem telefonu) pod szyldem „Promocja Zagraniczna Artur Siejka”. Zakres działania – od public relations, badań biotechnologicznych i wesołych miasteczek, do organizacji pogrzebów.
W listopadzie firma realizuje swoje pierwsze zlecenie dla Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR). Za aranżację w Pekinie jednodniowych spotkań biznesowych B2B dla polskich producentów oraz objazdu tamtejszych marketów (tzw. store-check) Siejka otrzymuje 27 tys. zł.
Relacja z państwową instytucją szybko się zacieśnia – w kolejnym roku KOWR powierza mu proste zadania logistyczne: organizację lokalnego transportu dla polskich wystawców podczas targów w Szanghaju i Hongkongu (umowy po ok. 8 tys. zł).
Rok 2020 przynosi kolejny zwrot akcji. Siejkowie wracają do Moskwy, a polski biznes byłego urzędnika przechodzi radykalny reset. Mężczyzna zmienia nazwę swojej działalności gospodarczej na „Hello Poland Artur Siejka”, od teraz specjalizuje się w usługach informacyjnych oraz hurtowym handlu polską żywnością.
Ta reorientacja nie jest przypadkowa. To grunt pod kolejne zlecenia, które firma dostanie w 2021 r. od KOWR. Za rejestrację profili na chińskich platformach społecznościowych oraz prowadzenie kampanii „Poland tastes good”, Artur Siejka zarobi w rok prawie 96 tys.zł brutto. W ramach kontraktu musi przez rok każdego miesiąca przygotowywać 4 artykuły na portal WeChat oraz co najmniej 20 postów na Weibo.
Skąd u człowieka bez doświadczenia w branży kontrakt na prowadzenie kanałów promocyjnych polskiego rządu w Chinach? KOWR powołuje się na jego ekspercką znajomość chińskiego rynku oraz doświadczenie w dyplomacji. W warunkach pandemicznego paraliżu umowę podpisano w styczniu 2021 r. w trybie z wolnej ręki, z uwagi na niską wartość kontraktu (poniżej 30 tys euro) – dzięki temu omijając prawo zamówień publicznych.
W maju 2022 r. KOWR podpisuje drugą, identyczną umowę na kontynuację obsługi WeChat i Weibo.
W sumie za administrowanie rządowymi profilami od stycznia 2021 r. do czerwca 2023 r. Artur Siejka zainkasował niemal 192 tys. zł brutto.
Autostop, wódeczka i plaża
Choć większość filmów Siejki powstaje w Moskwie i okolicach, produkcja setek postów wymaga czasu i elastyczności. Artur Siejka często nagrywa w środku dnia albo późnymi wieczorami, z bohaterami spotyka się na kilkugodzinne spacery. Dochodzą też wymagające logistycznie wyjazdy, jak ten nad Ocean Arktyczny czy do Pekinu. Być może materiały nagrywa jako prywatną, hobbystyczną turystykę – ale turystykę uprawianą solo. W egzotyczne trasy nigdy nie zabiera rodziny.
W kwietniu 2026 r. Artur Siejka skrupulatnie relacjonuje swoją wyprawę autostopem. Chce zdążyć do Polski na Wielkanoc. Trasę przez Białoruś – ponad 1200 km – pokonuje w 46 godzin, przesiadając się do aut jedenastu kierowców. Kierowcy z Rosji i Białorusi są jak zwykle mili, uprzejmi, lubią Polaków i częstują wódką (sami również popijają za kierownicą). W Warszawie odwiedza rodzinę i znajomych oraz zwołuje spotkanie z transmisją na żywo dla sympatyków @wmatrioszce (pojawi się ich kilkanaścioro).
Potem nagrywa jeszcze live’a z podróży autobusem do Królewca (który nazywa Kaliningradem), i dalej do Moskwy samolotem. Tam w maju, czerwcu i lipcu organizuje spotkania polskiej społeczności.
Na gości czekają frykasy, w tym pizza, cebularze, sernik czy bigos. Warunkiem udziału w wydarzeniu jest wpłata ok. 1000 rubli (niecałe 50 zł) na numer karty w T-Banku. Nie wiadomo, do kogo należy rachunek, ale sam bank znajduje się na unijnych listach sankcyjnych. I chociaż taka zrzutka to nie potężny biznes komercyjny, organizację spotkań z widzami trudno podpiąć pod zwykłe „zaspokajanie potrzeb życiowych”, wyłączone spod restrykcji. A gromadzenie środków finansowych przy bezpośrednim wykorzystaniu infrastruktury podmiotu objętego sankcjami rodzi ryzyko naruszenia przepisów.
Z czego żyje Artur Siejka? Finansowanie, jak sam ją określa, blogerskiej działalności jest niejasne. Czy kariera żony zapewnia rodzinie wystarczająco twarde zaplecze finansowe? Z czego utrzymują się w objętym sankcjami państwie, w Moskwie, najdroższym mieście Federacji Rosyjskiej?
Pytaliśmy o to Artura Siejkę kilka razy. Nie dostaliśmy odpowiedzi.
„Lato trwa w najlepsze”
Czwartek, 11 czerwca, słoneczne południe. Dzień pracujący, również w Moskwie, gdzie już nazajutrz hucznie będzie obchodzony państwowy Dzień Rosji. Artur Siejka włącza na YouTube spontaniczną transmisję. Relację na żywo z sielankowego spaceru wzdłuż plaży w moskiewskim Strogino śledzi kilkadziesiąt osób.
„W cieniu można sobie siedzieć, dzieci grzebią się w piasku, lato trwa w najlepsze” – komentuje.
11 czerwca to 1569. dzień pełnoskalowej inwazji Putina na Ukrainę, co znaczy, że konflikt trwa już dłużej niż pierwsza wojna światowa – u Siejki o polityce, wiadomo, ani słowa. Poza kadrem, Moskwa przeżyła czwartą z rzędu noc pod ostrzałem ukraińskich dronów, co wymusza pilne zamknięcie lotnisk Wnukowo i Żukowskij. Nad całym krajem doliczono się 330 ukraińskich maszyn, na które Rosja odpowiada uderzeniem ponad 220 dronów i pocisków. Wymiana ciosów uderza w portfele zwykłych Rosjan. Kilka dni późńiej dronowy atak na rafinerię Gazprom Neftu w południowo-wschodniej Moskwie pogłębia kryzys paliwowy. Na południe od stolicy kierowcy stoją w kolejkach, a według świadków niektóre stacje reglamentują sprzedaż i przyjmują tylko gotówkę.
Artur Siejka nie jest odosobniony w ocieplaniu wizerunku Rosji. Robią to masowo „naiwni” vlogerzy-podróżnicy oraz lokalni i zagraniczni twórcy, np. wpisana w czerwcu 2026 r. na unijne listy sankcyjne Alexandra Jost. Amerykańsko-rosyjska influencerka, znana jako „Sasha Meets Russia”, zgromadziła około 300 tysięcy obserwujących, zanim w marcu 2025 r. YouTube i Instagram zablokowały jej konta. Jak udowodnili dziennikarze Novaya Gazeta Europe oraz iStories, kobieta pracowała dla państwowej telewizji, dostawała też granty z kremlowskiego Prezydenckiego Funduszu Inicjatyw Kulturalnych.
Nie ma podstaw, by twierdzić, że to, co robi Artur Siejka, to kanał finansowany przez Kreml albo operacja wpływu. Ale przedsięwzięcie funkcjonuje w wygodnej dla rosyjskiej narracji niszy – pokazuje po polsku normalną, sympatyczną i atrakcyjną Rosję, przy jednoczesnym unikaniu rozmowy o kosztach – politycznych i moralnych – wojny, za którą stoi Rosja. Wizerunek kraju Putina ociepla osoba przez lata pozostająca w systemie polskiej dyplomacji, na jednym z najważniejszych kierunków polskiej polityki zagranicznej. Jego profile pokazują tylko ciekawostki codziennego funkcjonowania w Rosji, gdzie wszystko wydaje się poukładane i bezpieczne. Tworzą efekt normalizacji opresyjnego reżimu podczas wojny.
Pytanie, co czeka na odbiorców Siejki po otwarciu ostatniej matrioszki.
Nasza praca byłaby niemożliwa bez wsparcia naszych Patronek i Patronów.
Wierzymy, że dziennikarstwo śledcze to dobro publiczne.
Zostań naszym patronem, wesprzyj nas na Patronite.