Skip to content
Menu

PEllet z krwawym stemplem

Julia Dauksza, Mariusz Sepioło, Konrad Szczygieł (FRONTSTORY.PL)
Sarunas Cerniauskas (Siena/OCCRP)
Olga Ratmirova, Kseniya Viaznikoutsava, Ales Yarashevich (BIC),
Zdjęcie: Litewska Służba Celna / Siena

20 grudnia 2022

Białoruskie firmy obchodzą europejskie sankcje, posługując się fałszywymi dokumentami

Papiery z Kazachstanu i Kirgistanu służą do eksportowania zakazanych produktów z Białorusi

Od kwietnia tego roku do Unii wjechały transporty drewna wątpliwego pochodzenia warte w sumie 30 mln euro

Po wybuchu wojny w Ukrainie UE natychmiast zakazuje importu białoruskiego drewna i produktów drewnianych. Zostawia wąską furtkę: umowy podpisane przed 2 marca pozwalają na przywóz drewna aż do 4 czerwca. Według Eurostatu już w lipcu dostawy białoruskiego drewna i produktów drzewnych do krajów unijnych spadają niemal do zera. 

Przed nałożeniem sankcji Białoruś jest jednym z największych dostawców drewna spoza UE – w 2021 r. sprzedała Unii drewno o wartości 1,37 mld euro. 

Gdy Białoruś zostaje zablokowana sankcjami, w branży handlu drewnem zaczynają się dziać ciekawe rzeczy. Dostawy do Unii ruszają wartką strugą, ale z dalekich Kazachstanu i Kirgistanu. W 2021 r. Kazachstan wysłał Unii drewno warte 387 tys. euro, a do stycznia do października 2022 – aż za 22,5 mln euro, większość z tego (95 proc.) w miesiącach po wprowadzeniu sankcji na drewno z Białorusi. 

Kolejny kraj, Kirgistan, jeszcze rok temu wysyłał Unii drewno za zaledwie 1,3 tys. euro, a od czerwca do października tego roku – już za 8,9 mln euro. Oznacza to, że import za ten okres był prawie 8 tys. razy większy niż w całym ubiegłym roku.

Tekst jest efektem polsko-litewsko-białoruskiego śledztwa dziennikarskiego, przeprowadzonego we współpracy z OCCRP.


Historie warte uwagi.
Zapisz się na nasz Newsletter
żeby żadnej nie przegapić

Poszliśmy tropem wschodnich dostawców, bo lasy to zaledwie 4,5 proc. terytorium Kazachstanu i 5 proc. Kirgistanu. To oznacza, że strumień drewna płynie do Unii z krajów niemal pozbawionych lasów, o krajobrazie często stepowym, które dotąd nie były znaczącym eksporterem.

James O’Brien/OCCRP

Jak wynika z naszego śledztwa może być inne wyjaśnienie tej zaskakującej zmiany: to białoruskie firmy obchodzą europejskie sankcje, posługując się fałszywymi dokumentami. Papiery z Kazachstanu i Kirgistanu służą do eksportowania drewna przez Białoruś i z Białorusi.  

Znaleźliśmy firmy, które otwarcie oferują fałszowanie dokumentacji dla rosyjskich i białoruskich produktów, aby można je było nielegalnie wwieźć i sprzedać w Europie.

Celnik patrzy na kłodę

Na papierze wartość unijnego importu drewna z dwóch państw Azji Środkowej wzrosła z nieco ponad 388 tys. euro w całym 2021 roku, do 30,4 milionów euro od czasu wprowadzenia blokady na Rosję i Białoruś do października.  

Większość drewna pochodzącego z Azji Środkowej trafiła do Litwy, mniejsze partie do Polski, Niemiec, Danii i Łowy. W Polsce wartość importu drewna z Kazachstanu skoczyła od zera do ponad 7 mln euro łącznie w ciągu zaledwie pół roku.

Dane od czerwca do października 2022. James O’Brien/OCCRP

W Litwie i Łotwie – głównych szlakach tranzytowych dla białoruskich towarów do Unii – falę podejrzanego drewna z Azji jako pierwsi zauważają celnicy. Vygantas Paigozinas, zastępca dyrektora litewskiej służby celnej, mówi nam wprost: – Znajdujemy oznaczenia [kraju] na opakowaniach, dodatkowe zestawy dokumentów, które bezpośrednio wskazują, że towary pochodzą z Rosji lub Białorusi. 

W połowie listopada litewscy celnicy ogłosili, że zaostrzają kontrole importu drewna z Kazachstanu i Kirgistanu, żeby powstrzymać obchodzenie sankcji. Ale Paigozinas jest pesymistą: według niego przemytnicy już nauczyli się, jak omijać ograniczenia.

Również w Łotwie celnicy potwierdzają, że zatrzymali trzy transporty produktów drewnianych z podejrzanymi papierami z Kazachstanu i Kirgistanu. Widzą problem, ale często trudno jest udowodnić prawdziwe pochodzenie ładunku. 

A Polska? 

Wiemy, ale wszystko jest tajne

Choć Polska ma pod dostatkiem krajowego drewna dobrej jakości, z Białorusi przyjeżdżało między innymi drewno opałowe, trociny, płyty wiórowe oraz sklejka do produkcji mebli. W 2021 r. import drewna z Białorusi do Polski wynosił średnio 170 tys. ton miesięcznie. Rekord padł w maju 2022 r. – w oczekiwaniu na zamknięcie granic dla towarów z Białorusi, polscy klienci sprowadzili stamtąd ponad 239 tys. ton drewna. W tym 21,6 tys. ton sklejki, której przed wojną Polska importowała z Białorusi średnio od 4,5 tys. do 10 tys. ton miesięcznie. Od lipca białoruska sklejka jest na polskim rynku meblarskim dostępna tylko w formie rezerw magazynowych – to, co wjechało tuż przed nałożeniem sankcji i w okresie przejściowym między marcem a czerwcem, leży w magazynach polskich firm.

Dane Eurostatu pokazują ciekawy trend. W miarę ubywania rezerw, miejsce importowanej sklejki z Białorusi zaczęła zajmować sklejka z Kazachstanu (w 2021 r. i do kwietnia Polska w ogóle nie importowała stamtąd produktów drzewnych). Najpierw w sposób ledwo zauważalny – po kilkaset ton miesięcznie, w październiku import sklejki z Kazachstanu wyniósł już 3,3 tys. ton – zbliżając się do przedwojennych wielkości importu z Białorusi. W październiku pojawia się też na polskim rynku pellet drzewny z Kirgistanu (o wątpliwościach dotyczących jego pochodzenia piszemy dalej).

O rosnący import drewna z Kazachstanu i Kirgistanu pytamy w Krajowej Administracji Skarbowej i Ministerstwie Finansów. Biuro prasowe odpowiada, że nie może ujawnić szczegółów działań operacyjnych, jakie podejmuje i będzie podejmować w związku ze wzrostem importu drewna z Kazachstanu i Kirgistanu, ale KAS twierdzi, że zna sprawę: „Odnotowujemy wzrost importu drewna z Kazachstanu i Kirgistanu, spowodowany najprawdopodobniej nałożonymi na Rosję i Białoruś sankcjami na przywóz drewna”.

Pytamy o przypadki konfiskaty sklejki z Kazachstanu i Kirgistanu w tym roku. Czy z powodu nieprawidłowej certyfikacji sklejka była zajmowana na rzecz skarbu państwa? 

Biuro prasowe KAS odpowiada tylko na pierwsze pytanie: „Drewno pochodzące z Kazachstanu i Kirgistanu nie jest objęte żadnymi ograniczeniami i zakazami, w związku z czym, o ile nie mamy do czynienia z przemytem – brak jest podstaw do zatrzymania przesyłek zawierających ten towar”. 

Podobne pytania zadajemy też celnikom w dwóch znajdujących się przy granicy z Białorusią oddziałach KAS – w Lublinie i Białymstoku. Oba informują, że od czasu od wybuchu wojny w Ukrainie i wprowadzenia sankcji ani razu nie występowały do sądu o przepadek sklejki z Kazachstanu i Kirgistanu na rzecz skarbu państwa.

Drewno leży, papiery krążą

Według naszego źródła, które zna kazachskie operacje celne, w wypadku handlu drewnem firmy z Kazachstanu sprzedają towary, których nie mają. Składają zgłoszenie eksportowe, dołączają zaświadczenie, że wyprodukowały towar w Kazachstanie, a następnie wysyłają go z dowolnego magazynu w Białorusi lub Rosji. 

Firmy z Kazachstanu kupują produkty w Białorusi, w magazynie następuje przeniesienie własności, następnie towar jest umieszczany w składzie celnym w Białorusi przed załadunkiem na eksport. Choć w rzeczywistości towar może leżeć w tym samym magazynie, wystarczy że zostanie otoczony taśmą i ta część magazynu nazywana jest strefą kontroli celnej. Następnie do Białorusi przyjeżdża samochód z Kazachstanu z pakietem dokumentów eksportowych. W białoruskim magazynie samochód jest ładowany, plombowany, opuszcza magazyn i jedzie na granicę. Na granicy kierowca pokazuje towar, dokumenty pochodzenia i zgłoszenie wywozowe z Kazachstanu. Samochód jest również zaplombowany, co ma oznaczać, że ładunek nie był otwierany od momentu przekroczenia granicy Kazachstanu. Następnie transport wjeżdża do Europy.

Według naszych informacji, litewscy celnicy odnotowali przypadki zgłoszeń wywozowych z Kazachstanu i Kirgistanu wypełnionych na dwa dni przed przekroczeniem granicy białorusko-litewskiej, co oznaczałoby rekord świata w szybkości przejazdu ciężarówki z drewnem. W wielu przypadkach nadawcami są firmy z Kazachstanu i Kirgistanu, założone kilka miesięcy temu, z zerową lub niewielką liczbą pracowników i białoruskimi właścicielami. 

Napiszę, co zechcecie

Saulius Girčys odciąga zaśnieżoną plandekę znad worków z pelletem drzewnym przed magazynem niedaleko stolicy Litwy. Na wielu widać etykiety kirgiskiej firmy Agro KG.

– Widzicie? Kirgistan – pokazuje Saulius Girčys. – Sprowadzają go z Białorusi, ale ponieważ jest to zabronione, robią kirgiskie dokumenty. Wszyscy wiedzą, że Kirgistan nie produkuje tych granulatów.

Girčys, lokalny polityk partii socjaldemokratycznej, sprzedawał kiedyś pellet z rosyjskiego drewna przez firmę Vivalsa (jest jej współwłaścicielem). Po wejściu w życie sankcji Vivalsa została zmuszona do zaopatrywania się poza Rosją. 

Podajemy się za potencjalnych klientów. Girčys tłumaczy z jakim towarem najlepiej obchodzi się dziś sankcje: – Nie ma nic z Rosji, jest z Białorusi. Rosja jest za daleko na transport.
Girčys twierdzi, że kupił białoruski pellet od polskiej firmy (nie poda jej nazwy), która następnie dostarczyła go do Litwy. Czy klient może mieć kłopoty z powodu zakupu pelletu z kraju objętego sankcjami? Polityk jest otwarty – proponuje, że sfałszuje dokumenty, aby ukryć pochodzenie towaru.

– Napiszę, co zechcecie. Dla mnie to bez różnicy – mówi. – Na pellecie nie ma napisu, który mówiłby gdzie został wyprodukowany. Nie ma tego również w naszych dokumentach. Kupujesz ode mnie, litewskiego sprzedawcy. Jeśli chcecie, mogę napisać „pellet drzewny LT”. To nie problem.

Przed publikacją dzwonimy do Girčysa z prośbą o komentarz. Twierdzi, że jego firma nie narusza sankcji: – Wszystko, co wiem, to to, co jest napisane w dokumentach. Wszystkie papiery są w porządku, są certyfikaty zgodności, a tam jest pellet z Kazachstanu… to znaczy Kirgistanu. Ja niczego nie naruszam.

I jeszcze: – Nawet jeśli ten pellet pochodzi z Białorusi, to Białoruś w zasadzie nie uczestniczy w wojnie. Nie sądzę, żeby moje ręce były splamione krwią.

Ciężarówką i pociągiem 

Kontaktujemy się z kirgiską firmą Agro KG, której znak firmowy zobaczyliśmy na pelletach Girčysa. Podajemy się za białoruskiego sprzedawcę. Przedstawiciel firmy mówi, że Agro KG nie tylko jest w stanie wysłać drewno, ale również chce rozszerzyć działalność: – Wysyłamy je ciężarówkami, a teraz chcemy korzystać z pociągów – słyszymy.

Agro KG jest jedną z czterech kirgiskich i białoruskich firm, które zaoferowały naszym reporterom dostarczenie fałszywych dokumentów, które pozwolą ominąć sankcje i sprzedawać białoruskie drewno. 

Inna spółka, Admit, jest jedną z niewielu handlujących drewnem, która ma stronę internetową. Według zapisów w sądzie rejestrowym firma powstała w sierpniu w Biszkeku. Dane jej strony internetowej wskazują, że strona www powstała w Mogilewie w Białorusi. 

Gdy podajemy się za klienta z Białorusi, przedstawiciel Admita jest szczęśliwy, że może pomóc w sprzedaży drewna z Białorusi do Europy. – Wraz z naszą własną produkcją, [możemy] przyjąć waszą – mówi. – Wysyłamy drewno do Polski, Litwy i Łotwy. Także do Niemiec i Włoch.
Sugeruje, że najbezpieczniej jest transportować drewno przez Polskę lub Łotwę, ponieważ „oni zadają najmniej pytań”. 

Dzwonimy do Dzianisa Pytko, białoruskiego współzałożyciela i dyrektora Admitu.  Twierdzi, że jego firma nie omija sankcji. Gdy pytamy o ofertę w sprawie ułatwienia białoruskiego eksportu do Unii, oskarża nas o prowokację i się rozłącza. 

Odkrywamy, że w Białorusi firmy certyfikujące drewno również mogą pomagać w dostarczaniu fałszywych dokumentów dla drewna. Jedna z nich, Standart Kachestva (co oznacza standard jakości), zaoferowała nam wykonanie kirgiskich certyfikatów dla pelletu. 

„Producenci mogą próbować potwierdzić tymi certyfikatami w urzędzie celnym w UE, że mają wszystko z Kirgistanu” – pisze do nas na Telegramie przedsiębiorca i załącza przykład fałszywych dokumentów. 

Źródło: Siena

Certyfikaty zostały wystawione w imieniu kirgiskiej firmy drzewnej o nazwie Sertifikat KG dla innej kirgiskiej firmy KSK Torg KeiDzhi.
Jeden ze współzałożycieli KSK, Aleh Narchuk, zaprzecza, że firmy z nim związane proponowały komukolwiek pomoc w unikaniu sankcji. A fałszywe certyfikaty, które dostaliśmy? Narchuk bagatelizuje – to pewnie pracownik napisał coś, aby przyciągnąć uwagę klientów.

Wszystko jest możliwe

Udając potencjalnego nabywcę sklejki kontaktujemy się z jedną z polskich firm handlujących wyrobami z drewna, w tym sklejką, płytami, zrębką opałową. Rocznie ma przychody na poziomie 130 mln zł (ok. 27 mln euro). 

Zanim Unia nałożyła sankcje na białoruskie drewno, 100 proc. jej towaru pochodziło z białoruskich państwowych spółek, posiadających w niej 100 proc. udziałów. Ze sprawozdań z działalności firmy wynika, że zamknięcie Białorusi napsuło jej właścicielom krwi. Spółka błyskawicznie musiała szukać nowych rynków. 

Na maila odpisuje M., handlowiec firmy, potem rozmawiamy przez telefon. Wypytuje o naszą firmę, mówi ze wschodnim akcentem. – Powiem panu wprost: ilość mamy dowolną – mówi. – Na początku wojny zrobiliśmy reorientację w związku z sankcjami i teraz w ofercie posiadamy sklejki nie tylko z Białorusi. Jest Ukraina, kraje bałtyckie, Kazachstan. Handlujemy wszystkim. 

W ofercie sklejka z Ukrainy, krajów bałtyckich, Kazachstanu, resztki towaru z Białorusi (sprzed sankcji). M. wyjaśnia, że firma ma duże magazyny w Polsce – przy granicy z Białorusią – i w Litwie. Tam trafia towar, który później, już ciężarówkami, rozwożony jest do krajów UE. 

Czy to możliwe, że Kazachstan ściąga drewno z Białorusi do produkcji sklejki?

– Wszystko jest możliwe w dzisiejszej sytuacji – przekonuje sprzedawca. 

Tłumaczy, że towar z Kazachstanu przyjeżdża pociągami. Czy firma wystawi certyfikaty, skąd pochodzi drewno? – Wcześniej mieliśmy certyfikaty FSC (Forest Stewardship Council, przyp. red.), ale w związku z wojną audyt FSC uznał, że nie ma możliwości sprawdzenia pochodzenia drewna z fabryk w Ukrainie, Białorusi czy Kazachstanie, i wszystkie certyfikaty na wschodzie anulowali. A jeżeli nasi producenci nie mają certyfikatu, to my też nie możemy go dawać – tłumaczy sprzedawca.  

Zapytaliśmy organizację Forest Stewardship Council o anulowanie certyfikacji. Do chwili publikacji nie dostaliśmy odpowiedzi.

Nasz rozmówca dodaje: – My tutaj handlujemy w Unii Europejskiej, myśleliśmy, że to będzie duży problem dla naszych klientów, a okazało się, że ten certyfikat w ogóle nie jest im potrzebny. 

Polski ekspert branży drzewnej, z którym rozmawiamy, przyznaje: trwa proceder wjazdu drewna na fałszywych papierach. Firmy produkujące meble ze sklejki obserwują go od kilku miesięcy – w branży to tajemnica poliszynela. 

A może sankcje na Kazachstan? 

Nie odnaleźliśmy dokumentów, które by poświadczały, że drewno które trafia przez Białoruś do Polski i Unii zostało pozyskane  w Kirgistanie albo Kazachstanie. Handlowcy używają „certificates of conformity”, które tak naprawdę niczego nie mówią o kraju pochodzenia – informują jedynie, że odbyły się badania produkcji w Kirgistanie lub Kazachstanie. Dzięki podobnym mechanizmom parę lat temu do Unii trafiła fala respiratorów z Chin. 

Polscy producenci dzielą się z grubsza na dwie grupy: tych, którzy przed wojną ściągali sklejkę z Białorusi i Rosji – i całą resztę. Wielu z tych pierwszych – słyszymy od eksperta – ostatnio przerzuciło się na import właśnie z Kazachstanu i Kirgistanu, czyli kierunków wcześniej nieznanych na meblowym rynku.

Dla tych drugich napływ sklejki z Azji Środkowej to realny problem. Taki towar jest dużo tańszy, co przekłada się na ceny mebli i psuje rynek. Dla producentów mebli to kolejny powód do zmartwień, bo przez kryzys i rosnącą inflację cała branża znajduje się w dołku. Firmy, jak twierdzi nasz rozmówca, notują spadki nawet rzędu 60 proc. w porównaniu do poprzedniego roku.

Raimondas Kuodis, zastępca prezesa litewskiego banku centralnego, przewiduje, że białoruskie firmy będą nadal omijać sankcje, podczas gdy zachodnie demokracje będą niechętnie karać kraje, które ułatwiają handel. 

Kuodis, który jest również znanym ekonomistą, uważa, że takie państwa jak Kazachstan i Kirgistan, które pomagają Rosji i Białorusi w omijaniu sankcji, same powinny podlegać sankcjom. – Ich eksport spotkałby się ze znacznymi opłatami i sama ta groźba zmusiłaby je do przejścia na dobrą stronę. Wtedy wpływ na agresora [Rosję] byłby druzgocący – uważa Kuodis. 

Współpraca: Miglė Krancevičiūtė (Siena), Inese Liepiņa (Re:Baltica), Alexandra Li (Kloop), Mariusz Sepioło (Frontstory.pl), Konrad Szczygieł (Frontstory.pl) and Dmitriy Mazorenko (Vlast.kz).

Tekst jest efektem polsko-litewsko-białoruskiego śledztwa dziennikarskiego, przeprowadzonego we współpracy z OCCRP.

FRONTSTORY.PL

Magazyn Fundacji Reporterów

CZYTAJ WIĘCEJ