Maja Golub
Katarzyna Kubacka
Agnieszka Józwik
Współpraca: Daniel Flis (FRONTSTORY.pl), Agnieszka Mazuś (Jawny Lublin)
22 stycznia 2026
- Rosyjscy Anastazjanie wyznają antydemokratyczną, patriarchalną ideologię. Od kilku lat po cichu ich kolonie powstają w Polsce
- Ustaliliśmy, że rosyjski ruch organizował u nas sympatyk Putina, skupując grunty pod swoje osady za ponad dwa miliony. Służby nie zajmują się ani ruchem, ani jego liderem. Ten ostatni rozpłynął się w Rosji
- Ideologia Anastazjan to koktajl ezoteryki, spiskowych teorii, ekologii, rasizmu i antysemityzmu. W Niemczech prześwietla ją Urząd Ochrony Konstytucji, a w Polsce?
Michaił Gorbaczow rządzi Związkiem Radzieckim, w Polsce nadal stacjonują rosyjskie jednostki, gdy trzydziestoparoletni Władimir, chudzielec z wąsem, zmienia nazwisko na Megre. Jest połowa lat 80., Władimir Łużakow (lub Pużakow, według innych źrodeł) ma żonę i córkę, mały zakład fotograficzny, mieszka w Nowosybirsku i jak wszyscy z trudem wiąże koniec z końcem.
Jak wielu wyczuwa, że nadchodzi zmiana.
Zanim Gorbaczow i komunizm odejdą w niepamięć, zostanie biznesmenem: założy jedną czy dwie spółdzielnie, wyczarteruje parę statków. Flota kupca Megre będzie pokonywać tysiące mil po syberyjskiej rzece Ob, a Władimir i jego ludzie będą ze statków handlować, czym popadnie.
Jak opisano w książce Megre, w 1994 r. na brzegu zimnej rzeki, w nieskażonym cywilizacją miejscu nieopodal Surgutu, ex-fotograf spotka tajemniczą kobietę – Anastazję. Blondynka w gumiakach, o niebieskich oczach, weźmie go za rękę i zaprowadzi w tajgę. Tam oczaruje filozofią na temat relacji między ludzkością a naturą oraz wszechświatem a Bogiem. Zdradzi poglądy na temat stylu życia, edukacji, odżywiania, duchowości, miłości, rodziny, seksu i funkcji roślin. Pokaże, jak leczy na odległość oraz jak rozmawiać z wiewiórkami.
Rosjanina porazi głęboka, duchowa wiedza Anastazji i jej znajomość natury. Pod wpływem pustelnicy zmienia swoje życie. Dwa lata później wyda książkę „Dzwoniące cedry Rosji” – księgę prawdy i objawienia, świadectwo i latarnię dla zagubionych – proroctwa pustelniczki. Na prawdzie można sporo zarobić: jedenaście milionów sprzedanych egzemplarzy na całym świecie, dwadzieścia przekładów i dwa wydania uzupełnione. Do tego linia ekologicznych produktów, którą do dziś Megre prowadzi w Nowosybirsku.
To, co wygląda na ezoteryczny odpał, zyskowną szarlatanerię, stanie się fundamentem nowego, ekologicznego ruchu Anastazjan. Ruchu, który wspiera i rozumie sam Władimir Putin.
Cedr syberyjski to dla ruchu roślina szczególna: zdrowa, mocna i aromatyczna. Ma też inne właściwości – jego orzeszki uspokajają, mają też chronić przed atakami magii. Odstrasza również komary, kleszcze i pchły.
„Zbuduj przestrzeń miłości na jednym hektarze ziemi” – zachęca w „Dzwoniących Cedrach” pustelnica z tajgi. Dziś „Dzwoniące Cedry Rosji” to biblia Anastazjan i wielu z tych, którzy szukają ucieczki od miasta. Dziś co najmniej kilkanaście tysięcy wierzących w leśne proroctwo żyje w kilkuset jednohektarowych osadach w całej Europie. Syberyjskie cedry to dla nich rośliny wyjątkowe – leczące choroby, dające niezwykłą energię.
Czy Anastazja w ogóle istniała, czy wciąż istnieje – nie wiadomo. Budując legendę Cedrów, Megre twierdzi, że widuje się z nią regularnie. W kolejnych tomach, pełnych poplątanych mądrości, przekazuje jej nauki.
Wierzymy, że dziennikarstwo śledcze to dobro publiczne.
Zostań naszym patronem, wesprzyj nas na Patronite.
Rodowe, własne i kompaktowe
Samowystarczalność na jednym hektarze: własne ziemniaki i pomidory, a jeśli praca poza działką, to i tak poza miastem, możliwie blisko natury. Koniecznie w wielopokoleniowej rodzinie. Tak według Megre powinna wyglądać podstawa szczęścia.
Fundamentem ruchu, który stworzył Rosjanin, jest koncepcja rodowego siedliska – działka o powierzchni co najmniej hektara, bez prawa do odsprzedaży, wyłącznie z prawem dziedziczenia. Rodowe posiadłości powinny się łączyć w rodowe wioski. Ma być czysto, zgodnie z rytmem przyrody. Ma być wspólnota ludzi, którzy myślą podobnie. Życie poza systemem, zgodnie z cyklami przyrody, z elementami słowiańskiej mitologii.
I coś jeszcze, ale o tym za chwilę.
Ruch biznesmena z Nowosybirska nazywany jest „ekologiczną religią Rosji”.
Według rosyjskiej strony Anastazjan najwięcej z ponad czterystu istniejących, rodowych osad, znajduje się w Rosji. Duże skupiska są w Białorusi i Ukrainie, pojedyncze w Polsce, Francji, Hiszpanii, USA, Kanadzie. W czasie pandemii nowe osady znalazły żyzny grunt w Austrii i Niemczech.
Tania ziemia, niewielu sąsiadów, wokół pola i lasy. Tak wyglądają spore połacie w Zachodniopomorskim. Wsie zagubione w sosnowych borach, w których jeszcze 30 lat temu stacjonowało rosyjskie wojsko, mogą być idealnym miejscem na nowy początek. Dekadę temu Polak, Piotr Kulikowski, wybrał je na kolonię dla rosyjskiego osadnictwa.
O Kulikowskim wiadomo mniej więcej tyle, co o Władimirze Megre – czyli niewiele. Z rozmów z jego znajomymi i niewielu dokumentów, jakie za sobą zostawił, wiadomo, że mniej więcej od 2015 r. zaczął głosić idee „rodowych posiadłości”. W tym czasie wykupił pierwsze działki w Bornem i Nowym Worowie w zachodniopomorskim.
Kilkuhektarowe areały podzielił na mniejsze – wielkości hektara – i sprzedał kilku rodzinom z całej Polski.
Kup hektar, hoduj ziemniaki
Tak powstała pierwsza osada Polskich Rodowych Posiadłości. Dla jasności: to wyłącznie hasło, słowny wytrych: w Polsce nie ma takiej miejscowości, nie ma formalnej wspólnoty, nie ma organizacji o takiej nazwie.
Polskie Rodowe Posiadłości odwołują się do mądrości „Dzwoniących Cedrów Rosji”. „Rodowość” i „cedrowość” to dla polskiej odmiany ruchu hasła-klucze. Część członków jest aktywna w mediach społecznościowych. To, co publikują i wygłaszają, to najczęściej new age’owy, mętny koktajl, który ma wywołać wrażenie, że hodowanie pomidorów i cebuli na własnym hektarze jest po pierwsze odprężającą sielanką. Po drugie – może zmienić losy hodowcy i świata.
Z zapisów w księgach wieczystych wynika, że w województwie zachodniopomorskiem Piotr Kulikowski był lub jest właścicielem albo współwłaścicielem co najmniej 78 hektarów. Ziemię kupował w latach 2015-2022, sprzedawał – od 2017 do 2025 roku. Jak ustaliliśmy, sięgając do powiatowego rejestru cen nieruchomości i ksiąg wieczystych, na zakup ziemi wydał co najmniej 2,3 mln zł. Skąd miał takie kwoty? Z czego się w tym czasie utrzymywał? Nie udało nam się ustalić.
Na kupionej ziemi Piotr Kulikowski założył dwie anastazjańskie osady: Aleje Cedrowe i Kwitnące Ogrody. Dziś można w nich naliczyć w sumie kilkanaście jednohektarowych gospodarstw.
47-letni Kulikowski pochodzi z Łukowa, przez kilka lat działał na Pomorzu Zachodnim. Według naszych źródeł – podobnie jak Megre – zmienił nazwisko, przyjmując nazwisko babki. Czym się zajmuje? Nie wiadomo.
Dziś nie ma z nim kontaktu, zniknął. Osoby z jego otoczenia, z którymi rozmawialiśmy, nie wiedzą, gdzie się podziewa. Z jego profilu na rosyjskim vKontakcie wynika, że jest w Federacji Rosyjskiej – tam prowadził ostatnią aktywność, którą podzielił się ze znajomymi. Najnowsze opublikowane przez niego zdjęcia to fotografie z okupowanego przez Rosję Krymu (Sewastopol), z Dżubgi (Rosja) i z Olimpii (Grecja).
W Polsce pozostali ludzie, z którymi rozkręcał Cedry. Jednym z nich jest Tomasz Ozdowski, który swój anastazjański hektar kupił właśnie od Kulikowskiego. Ozdowski przedstawia się jako trener programowania neurolingwistycznego i pasjonat profilaktyki zdrowia. To misjonarz ruchu, aktywny w sieci, nagrywa filmiki z sekciarskimi mądrościami (dlaczego rodowe działki dzieli półtorametrowa granica? Żeby nie mieszały się energie rodów).
O działce w Kwitnących Ogrodach (nazwa jednej z osad, blisko 19-hektarowej) Ozdowski opowiadał nam, że do kupna namówił go Kulikowski. Zastrzegł przy tym, że w tym miejscu musi powstać osada inspirowana książkami Megre’go.
Niski profil i wywiad z Putinem
Kwitnące Ogrody to dziś 14 działek, część niezamieszkała. Właściciele kontaktują się ze sobą przez rosyjski komunikator Telegram, przynajmniej raz w miesiącu mają tzw. spotkanie osadowe, na którym omawiają kwestie wspólnego terenu (około trzech hektarów).
W jaki sposób kierowca Kulikowski zebrał ludzi, aby stworzyli osadę? Jedna z jego znajomych opowiada o tym w sieci: – Ma coś w sobie, co powoduje, że gdzieś rzeczywiście ci ludzie do tego lgną i wpisują się w tworzenie tych tych osad. Każdy z nas ma jakieś jakości, które wnosi do do tej społeczności, więc więc to się gdzieś tam fajnie łączy.
Ludzie z ruchu stworzyli dwa „polskie” miejsca w sieci – to redagowany przez Tomasza Ozdowskiego „Kwartalnik Rodowa Posiadłość” (ostatni numer miał ukazać się w lipcu 2025 r.) oraz strona internetowa Moniki Nawrockiej polskierodoweposiadlosci.pl (obecnie domena jest na sprzedaż). Według obu tych źródeł w Polsce w anastazjańskich osadach żyje kilkadziesiąt osób zainspirowanych „Dzwoniącymi Cedrami”.
O ludziach takich Kulikowski mówi się, że mają „niski profil” – działają dyskretnie, unikają rozgłosu. Ograniczają aktywność lub widoczność, nie pokazują się publicznie, unikają mediów społecznościowych.
Kulikowski w polskich mediach społecznościowych udziela się rzadko. Za to na rosyjskich kanałach, Telegramie i VKontakte, jest innym człowiekiem. Jako miejsce zamieszkania oznaczył rosyjski Krasnodar. Intensywnie udostępnia prorosyjskie wpisy – wywiady z Putinem, treści zachęcające do wspierania rosyjskiej ekonomii, przez podróże czy inwestycje w kryptowaluty.

Treści, które udostępnia to m.in. filmik Josepha Stephena Rose’a, Amerykanina, który w 2022 r., roku ataku Rosji na Ukrainę, przeprowadził się do Rosji, aby pomagać imigrantom z Zachodu osiedlać się w tym kraju. Według niego USA odchodzą od tradycyjnych wartości rodzinnych, a to — jego zdaniem — szkodzi dzieciom. Kulikowski dzieli się też linkiem do wywiadu prorosyjskiego komentatora Tuckera Carlsona z Władimirem Putinem.
Na koncie Zachodniego Stowarzyszenia Przedsiębiorców (fikcyjnej organizacji założonej przez Kulikowskiego, o niej za chwilę) na rosyjskiej platformie vKontakie, sporo jest o samowystarczalności – foliach na podczerwień, OZE, czy własnym kawałku ziemi.
Przekaż 1,5% na ważne tematy i niewygodne pytania.
KRS: 0000367130 FUNDACJA REPORTERÓW
Zróbmy ustawę całkiem jak w Rosji
Kulikowski pojawia się w Bornem i Nowym Worowie rok po aneksji Krymu, w 2015 r. W tym czasie rosyjska Duma planuje już wielką akcję przydzielania hektarowych działek rodzinom, które chcą żyć zgodnie z ideą rodowych posiadłości.
Anastazjanizm zostaje w tym czasie de facto namaszczony i zalegalizowany przez rosyjską władzę. Dlaczego?
W 2012 r. w Rosji powstaje Rodnaja Partia [Rodzima Partia – red.]). Jej główne postulaty to idee wzięte żywcem z książek Megrego, zwłaszcza prawo każdej rodziny do własnego, „rodowego” hektara, do tego polityka ekologiczna, skoncentrowana na rosyjskiej kulturze i rolnictwie. Nie ma przypadków – partią zarządzają ludzie biznesmena Władimira z Nowosybirska; wejście w politykę z nową partią to jego pomysł.
Rok później pod obrady Dumy trafia projekt ustawy o rodowych siedliskach – i zawisa na kołku. Sprawy nabierają kolorów dopiero w 2015 r., gdy pomysł jednohektarowych osad podchwytuje sam Władimir Putin. Car ma w tej sprawie własny pomysł: zleca opracowanie koncepcji bezpłatnego przydzielania po hektarze każdemu mieszkańcowi Dalekiego Wschodu oraz tym, którzy chcieliby się się tam osiedlić. W ramach programu takiej działki nie może dostać obcokrajowiec.
Putin podpisuje taką ustawę 1 maja 2016 r. Władza rozpoczyna akcję przydzielania hektarów na Dalekim Wschodzie wszystkim chętnym. Skąd ten pomysł? Wschodnie rubieże Rosji to demograficzna pustynia. W skład Dalekowschodniego Okręgu Federalnego wchodzi 11 regionów, wszystkie systematycznie się wyludniają.
W 2020 r. rosyjski Sąd Najwyższy likwiduje partię z powodu braku aktywności; dziś nie ma po niej śladu. Nigdy nie została znaczącą siłą, działała tylko na poziomie samorządów. Ale pomysł na partię „jednohektarowców” zakiełkował za granicą. Konkretnie – w Polsce, w głowie Piotra Kulikowskiego, wielbiciela Putina.
W 2021 r. przy Osadzie Rodowych Posiadłości Kwitnące Ogrody (to fasada, nie istnieje zarejestrowana organizacja o takie nazwie), jako „nieformalne forum wymiany doświadczeń” powstaje Zachodniopomorskie Zrzeszenie Przedsiębiorców Rodowych Posiadłości. Ono również nie jest nigdzie zarejestrowane, za to na rosyjskim vkontaktie dzieli się pomysłami na „budowę szeroko rozumianej samowystarczalności finansowej i żywieniowej”.
Kulikowski opisuje tam swój autorski pomysł Partii Rodzinnych. Przedstawiciele takiej formacji mogliby należeć do różnych partii, a ich głównym celem byłyby działania w celu „przyjęcia i późniejszej realizacji Ustawy o Rodowych Posiadłościach”.
Projektowi polskiej ustawy o rosyjskich korzeniach Kulikowski będzie poświęcał wiele miejsca w wydawanym przez siebie (online) kwartalniku. Projekt w żadnej formie nie trafi jednak do Sejmu, a redagowaniem kwartalnika zajmie się Tomasz Ozdowski, który po zamieszkaniu w jednej z osad, odnajdzie się w roli misjonarza idei.
Towarzysz Szczetinin promuje kołchoz
Jedziemy odwiedzić Polskie Rodowe Posiadłości w Bornem, Kiełpinie i Nowym Worowie.
W Kiełpinie pierwsze budynki zaczynają się nad prywatnym jeziorem (mogą z niego korzystać wyłącznie członkowie wspólnoty).
Mieszkańcy opowiadają, że wspólnota, kiedyś jednolita, podzieliła się w ostatnim czasie na części. Jedną z nich jest Kraina w Kiełpinie, którą kieruje Tomasz Czapski. Druga rozpadła się na dwie mniejsze, w przeszłości należące do Kulikowskiego.
Kraina wygląda jak hipisowska komuna – można tu kupić rękodzieło, a za pięćdziesiąt złotych przenocować. W drodze do następnej osady, w Bornem, spotykamy jej mieszkankę, Olę [imię zmienione]. Co myśli o Krainie i czym różni się od jej wspólnoty w Bornem?
Ola mówi, że do życia w osadzie skłoniły ją po części książki Megre. Rozmawiamy o kupnie działki – szybko się okazuje, że aby dołączyć do wspólnoty trzeba mieć dzieci. Samotnych kobiet jest już za dużo, dla kolejnych singli i par bez dzieci nie ma miejsca.
Jeden z mieszkańców twierdzi, że „dzieci to najważniejszy zasób, bo to w nie trzeba zaszczepić ideę”. W osadzie jest „szkoła”, w której najmłodsi uczą się o świecie według wizji pustelniczki Anastazji (według mieszkańców robią to po normalnej szkole, wymaganej przez system edukacji). Anastazjanie nazywają ją między sobą Szkołą Szczęścia. Są dumni, że ich dzieci uczą się w niej według metody Szczetinina.
Rosjanin Michaił Pietrowicz Szczetinin to kolejny bohater tej opowieści, którego biografię przeorały trudne lata po upadku ZSRR. W latach 80., jako starszy pracownik instytutu naukowo-badawczego ośrodków i metod nauczania Akademii Nauk Pedagogicznych ZSRR, wpadł na pomysł, aby tworzyć małe, szkolne kołchozy, łączące naukę z pracą. I choć eksperyment się nie powiódł (został zamknięty przez Ministerstwo Edukacji ZSRR), to od początku lat 90. Szczetinin prowadził go znowu w wiosce w Kraju Krasnodarskim. Był wyznawcą nauk Władimira Megrego (zmarł w 2019 r.). Jego uczniowie żyli odcięci od świata, we wspólnej komunie. Nie mieli prywatnej przestrzeni ani czasu wolnego.
Część mieszkańców Bornego za Anastazjanami nie przepada. Nie podoba im się zamknięcie wspólnoty, zdarzają się spięcia. Opowiadają, że Kulikowski kupił ziemię za bezcen od miejscowego rolnika. I o Ozdowskim, redaktorze gazetek Rodowych Posiadłości, który miał chwalić się wiedzą o tym, jak zmieniać świadomość.
Próbujemy zdobyć kontakt do Kulikowskiego, ale bez skutku. Słyszymy, żeby kontaktować się z nim przez rosyjski Telegram.
Zapuść brodę, nie prowokuj pociągu
Ludzie, którzy kupili działki wśród Anastazjan, opowiadają o tym w sieci – Katarzyna Świstelnicka, która prowadzi „instytut świadomości”, Magdalena Okoniewska-Marczak (aktywna w grupach propagujących ogrodnictwo permakulturowe i „życie poza systemem”).
Niektórzy, jak Tomasz Ozdowski, propagują w mediach społecznościowych ideę Osad Rodowych. Animatorką ruchu jest Tetiana Dombrowska, która na rosyjskim vKontaktie jest znajomą Kulikowskiego.
Wspólnota wygląda w sieci dość new age’owo i niewinnie. Ale na profilach Kulikowskiego, który stoi za jej powstaniem, czy stronie jego Zachodniopomorskiego Zrzeszenia Przedsiębiorców, znajdujemy polityczne, prorosyjskie treści. To między innymi wywiady z Putinem, czy materiały, mające w założeniu dać „inne spojrzenie” (czytaj: prorosyjskie) na wojnę w Ukrainie.
Anastazjanie działają nie tylko w sieci, organizują też spotkania w realu. Wydarzenia, związane z Cedrami, odbywają się w całej Polsce. Opis jednego z nich, spotkania miłośników książek Megre’go (z lipca 2024 r. w Siennowie w podkarpackiem), zachęca: „(…) Będą tańce, ale kobiety i mężczyzni tańczą osobno. Kobiety pownny się ubrać w sukienki, bez dużego dekoltu, żeby nie prowokować seksualnego pociągu u mężczyzn”.
Mężczyźni proszeni są z kolei, żeby w związku ze spotkaniem „zaczęli zapuszczać brody i włosy.”
Badacze sekt z uniwersytetów w Grazie i Monachium w książkach Megre odnajdują wątki antysemickie, nacjonalistyczne i ksenofobiczne. Bo „Dzwoniące Cedry Rosji”, poza naiwną ezoteryką i elementami ekologii, przemycają rzeczy poważne i groźne: wrogość wobec nowoczesnego społeczeństwa, wiarę w spiski oraz niechęć wobec mniejszości. Ruch neguje prawa człowieka i demokrację: według jego rosyjskiego twórcy ludzie są zmanipulowani przez rządy (zwłaszcza zachodnie) i media, a powinni obudzić się do nowego życia. Wybawienie nadejdzie z Rosji.
Według proroctw Anastazji wszechmocni Żydzi dysponują ogromnymi pieniędzmi i mają wpływ na rządy świata. Powrót do natury to również powrót do czystości rasy. Cytat z jednego z tomów „Cedrów” poświęcony Żydom: „Od kogoś, kto nie jest zbyt bogaty, próbują odebrać choć coś, a bogatego dążą do jego całkowitej ruiny. To potwierdza fakt, że wielu Żydów jest bogatych i może nawet wpływać na rząd” (Anastasia, tom 6, s. 174).
Działki Anastazjan w Polsce | źródło: GoogleEarth.com
Ezoteryka z niedużym wąsikiem
Koktajl ezoteryki, teorii spiskowych, ekologii, rasizmu i antysemityzmu w czasie pandemii wyraziście rozkwitł w Austrii i Niemczech (choć w obu obecny jest od co najmniej kilkunastu lat).
W Niemczech ruch działał od 2011 r, ale serio zaktywizował się w 2014 r. Jego członkowie zakładają rodzinne gospodarstwa w odległych miejscach i żyją z ziemi. Wierzą, że dzięki związkowi z naturą wytworzą nadzwyczajne umiejętności, takie jak teleportacja i telepatia.
Według niemieckich mediów w 2022 r. w Niemczech działało ponad 20 takich projektów. Największy – „Goldenes Grabow”, ulokował się w Ostprignitz-Ruppin w Brandenburgii. Rządzi nim małżeństwo Marcusa i Iris Krause. Inna tego typu osada to Weda Elysia (przywódcą jest Maik Schulz). W Niemczech ruch wydaje gazetę „Garten Weden”, wielu jego członków związanych jest z AfD — prorosyjską partią polityczną.
W Austrii główną figurą ruchu jest antyszczepionkowiec Norman Kosin, który wyprowadził się z rodziną z Syltu i przeniósł do odosobnionej posiadłości w południowym Burgenlandzie. Jest wyjątkowo aktywny na rosyjskim Telegramie. Do antyszczepionkowej, antysemickiej propagandy wykorzystuje „kanały Anastazji”, które mają po 250 tys. subskrybentów. Tą samą drogą rekrutowani są nowi członkowie ruchu.
Według Austriackiego Funduszu Dokumentacji Ekstremizmu Politycznego Motywowanego Religijnie, ruch należy kwalifikować jako niebezpieczną sektę. Ulrike Schiesser z Federalnego Centrum Doradztwa ds. Sekt w raporcie z 2022 r. zwróciła uwagę na ruch Anastazjan, wskazując na „tendencje antydemokratyczne, które należy monitorować”.
Także niemiecki Urząd Ochrony Konstytucji uznaje ruch za organizację ekstremistyczną, działającą „przeciwko wolnemu, demokratycznemu porządkowi”. Książki Megrego uznano za „niezgodne z zasadami demokracji i godności człowieka zapisanymi w Ustawie Zasadniczej (Konstytucji Niemiec)”.
Urząd Ochrony Konstytucji monitoruje obecnie pięć gospodarstw Anastazjan w Brandenburgii.
Czy polskie służby monitorują proputinowski ruch Anastazjan? Spytaliśmy o to Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego i rzecznika służb Jacka Dobrzyńskiego. Z oględnej odpowiedzi rzecznika wynika, że niekoniecznie: „Informujemy, że ABW na bieżąco prowadzi rozpoznanie wobec zdarzeń, miejsc, organizacji i osób, które mogą stanowić potencjalne zagrożenie dla bezpieczeństwa RP. Informacje dotyczące rozpoznawanych zagrożeń przekazywane są jednak wyłącznie właściwym organom administracji rządowej, w trybie i na zasadach określonych w obowiązujących przepisach”.


