Daniel Flis
Ilustracja: Aleksandra Ołdak
12 sierpnia 2026
Ostatnio codziennie słyszymy o kolejnych lekarzach z kosmicznymi gażami za fikcyjne dyżury lub zabiegi. Taki wysyp afer to wyzwanie dla lekarskiego samorządu. Branżowe sądy powinny sprawnie i surowo rozliczyć oszustów, w najpoważniejszych sprawach odbierając im prawo wykonywania zawodu. Jak sobie z tym radziły do tej pory?
Dwa tygodnie temu próbowali dowiedzieć się tego posłowie z sejmowej Komisji Zdrowia. Jak relacjonowała „Rzeczpospolita”, pytali, ile postępowań wszczyna się przeciwko lekarzom, ile kończy się umorzeniem, ile karą i jak długo trwają. Zamiast statystyk od przedstawiciela Naczelnej Rady Lekarskiej dostali ogólniki, z których nie wynikała odpowiedź na pytanie: czy system odpowiedzialności zawodowej lekarzy działa skutecznie?
Z podobnym brakiem transparentności ze strony tego samego samorządu spotkałem się, pracując nad śledztwem OCCRP „Bad practice” (byliśmy jedną z ponad 50 redakcji, które nad tym pracowały). Odkryliśmy wtedy, że ponad 100 lekarzy, którzy stracili prawo do wykonywania zawodu, przeniosło się do innych krajów, i tam kontynuuje praktykę. Główną przyczyną patologii były luki w systemie powiadamiania się państw o takich przypadkach.
Okazało się, że Polska takie powiadomienia obsługiwała całkiem sprawnie, ale i tak odnaleźliśmy troje lekarzy z zagranicznymi zakazami, którzy w Polsce mają prawo wykonywania zawodu.
Informacje o ukaranych Polakach dostaliśmy z krajów, które udostępniają informacje o wyrokach sądów lekarskich bez anonimizacji. W Wielkiej Brytanii na przykład, żeby prześledzić występki danego lekarza, wystarczy kilka kliknięć na stronie izby lekarskiej.
W Polsce takie orzeczenia to pilnie strzeżona tajemnica. Gdy z kolegami z The Times odkryliśmy, że lekarz, który stracił w Polsce licencję, przeniósł się do Anglii, poznańska izba lekarska nie zdradziła nam, co przeskrobał.
Tymczasem posłowie z Komisji Zdrowia nie dają za wygraną. Do tematu lekarskich dyscyplinarek mają wrócić po wakacjach.
Daniel Flis
Dziennikarz FRONTSTORY
Kolejnym, po lekarskich pensjach, tematem tych wakacji jest – według mnie – regulacja najmu krótkoterminowego. Jeśli chcesz zorientować się, jak wygląda skala zjawiska w Polsce na tle Europy, polecam śledztwo kolektywu Urban Journalism Network (polskojęzyczna wersja na stronie BiqData „Wyborczej”). Okazuje się, że zachodniopomorskie w przeliczeniu na mieszkańca jest równie oblegane przez turystów, jak Toskania. Warszawa została liderem zestawienia miast z największym wzrostem popularności platform typu Airbnb.
Afery wokół naszych lekarzy przypomniały mi o znakomitej książce „Polski hydraulik” Macieja Zaremby-Bielawskiego, polskiego reportera mieszkającego w Szwecji. To zbiór reportaży (nie tylko o zdrowiu) pisanych dla dziennika „Dagens Nyheter”, który ukazał się kilkanaście lat temu w wydawnictwie Czarne. Wśród nich znalazł się wstrząsający tekst „Co zabiło Gustava B.”, pokazujący na jednym przypadku absurd reformy ochrony zdrowia, która świadczenia lekarskie zmieniła w produkt, szpitale – w pseudoprzedsiębiorstwa, a pacjentów – w abstrakcyjny zespół objawów, z których niektóre opłaca się leczyć, a inne nie.
Cień Księżyca przemknie dziś przez Grenlandię, Islandię i północną Hiszpanię, a w Polsce Słońce zgaśnie tylko częściowo, chwilę przed zachodem. Łowcy zaćmień rezerwują hotele pod konkretną minutę i ustawiają statywy co do metra, bo faza całkowita potrwa raptem około dwóch minut. Skąd z góry wiadomo, w którym dokładnie punkcie i w której sekundzie Słońce zniknie w stu procentach?
Twoje zadanie: Podaj nazwę hiszpańskiego miasta z gotycką katedrą wpisaną na listę UNESCO, w którym dziś faza całkowita rozpocznie się około 20:29 czasu lokalnego oraz podaj, ile sekund potrwa.
Podpowiedź: NASA oraz astronom Xavier Jubier udostępniają publiczną, interaktywną mapę zaćmienia. Klikasz dowolny punkt na trasie cienia, a mapa sama podaje dokładny czas rozpoczęcia i długość fazy całkowitej. To samo zrobisz na timeanddate.com, wpisując nazwę miasta.
Odpowiedź możesz wysłać do nas na newsletter@frontstory.pl
ODPOWIEDŹ NA POPRZEDNIĄ ZAGADKĘ:
Już w 2009 roku chinadaily.com donosiło, że do Stanów przyjechała delegacja inwestorów z Chin, która planuje zaangażować się w duże projekty deweloperskie. Partnerem w rozmowach na ten temat miało być Hillwood Group – ten sam deweloper, który dziś w Polsce zarządza 9 centrami logistycznymi kontrolowanymi przez centralny bank Chin.